18 lutego 2016

Popłyńmy...

                                                                         Wiki  Arwena

17 lutego 2016

Smoczy język cz.9 - Zuza fr.2

                                                                         Wiki Arwena
Była jak one, mityczne gady, zdolne w każdej chwili do metamorfozy. Wystarczyło tylko wcisnąć magiczny przycisk, by monitor rozbłysnął, stwarzając tysiące różnych możliwości. Mogła być każdym, a zarazem nikim, w oka mgnieniu rozpłynąć się jak piana w morzu iluzorycznych istnień. W świecie wirtualnym czarująca i elokwentna, w realu odrażająca niczym legendarny potwór. Beczułka na krótkich, kaczych nogach, o okrągłej, kostropatej twarzy, na której dominował szeroki, często czerwony nos, nie pasowała do wizerunku wykreowanego w czasie długich rozmów na czacie. Do pewnego momentu nie przeszkadzało jej to, potem zaczęło uwierać niczym za ciasny but. Zakochała się. 

16 lutego 2016

Smoczy język cz.9 - Zuza fr.1

                                                                          Wiki Arwena
Zuza chodziła do najdroższego liceum w mieście. W jej osiemnastoletnim życiu wszystko było najdroższe, honda, którą ojciec zawoził ją do szkoły, podmiejska willa w amerykańskim stylu, meble z drewna hebanowego, basset - ukochany pies, firmowe ciuchy, elektroniczne gadżety oraz inne drobiazgi kupowane w ekskluzywnych sklepach na całym świecie. Nic więc dziwnego, że Julia miała problem z wybraniem dla niej prezentu. Najpierw długo odkładała kieszonkowe, rezygnując z co tygodniowych przyjemności, czyli seansu w kinie i zakupu książki, potem zapamiętale wertowała katalogi w poszukiwaniu czegoś szczególnego, oryginalnego, co przypadłoby do gustu rozpieszczonej córeczce najbogatszego w okolicy biznesmena. Dla ludzi z miasteczka Zuza była niedostępną księżniczką ze złotego pałacu, dla Julii najbardziej pociągającą dziewczyną na czacie. To miało być ich pierwsze spotkanie w realu, pierwsza randka, pierwszy prezent...
Srebrnego smoka wypatrzyła u handlarza starzyzną. Stara, zaśniedziała zakładka do książki, rzucona między zardzewiałe rondle, łyżki i moździerze, wyglądała niepozornie, jednak po oczyszczeniu odzyskała dawny blask. Julia patrzyła z zachwytem na wężowate cielsko pokryte drobną łuską, wygiętą szyję zakończoną podłużnym łbem i pęk łańcuszków zwisających ze smoczego rogu. Już wkrótce zakładka, włożona między  strony tomiku z ulubionymi wierszami, trafi w ręce ukochanej. Cudowny prezent! Julia swego czasu dużo czytała o smokach. Najbardziej fascynowały ją japońskie opowieści o smoczycach przybierających postać uroczych dziewcząt. 

15 lutego 2016

Smoczy język cz.8 - Scholastyka fr.3

                                                                                  Wiki Arwena
A więc tym razem intuicja zawiodła. Scholastyka, zdając się na nią, zaprosiła do stolika szaleńca, który nie dość, że zabiera jej cenne minuty, to jeszcze zatruwa głowę swoimi chorymi wizjami.
- Niech pan mami kogoś innego - powiedziała stanowczo. - Nie mam czasu wysłuchiwać tych bzdur. Proszę odejść, bo wezwę policję.
Mężczyzna opuścił głowę i siedział przez chwilę nieruchomo, potem spojrzał na nią uważnie. W jego oczach nie spostrzegła szaleństwa, były smutne.
- Widzi pani kobietę siedzącą przy drzwiach?
Mimowolnie podążyła wzrokiem we wskazanym kierunku.
- Tak, tę, która czyta książkę. Jest w ósmym miesiącu ciąży. Urodzi Janka. Raz w tygodniu wymyka się z domu pod pretekstem wizyty u lekarza i przychodzi tutaj, aby poczytać, zjeść szarlotkę, wypić kawę, zapomnieć o mężu nieudaczniku - szepnął. - Za chwilę zapłaci, wyjdzie z kawiarni, siądzie do samochodu, ruszy z parkingu i odjedzie do domu. W czasie podróży zorientuje się, że zapomniała zabrać ze stolika zakładkę do książki, bardzo cenną pamiątkę po matce, srebrnego smoka z pękiem łańcuszków. Oczywiście zawróci...
- Proszę przestać! Nie wierzę w takie farmazony! - przerwała mu i zaśmiała się ironicznie. - Cholerny jasnowidz! To może powie mi pan, jak mój szef zareaguje, gdy przedstawię plan ograniczenia wydatków na wyjazdy służbowe?
- Nie zdąży wyhamować... - głos mu zadrżał. - Umrze w szpitalu. Nigdy się nie dowie, że przed zapłaceniem rachunku nieświadomie wsunęła zakładkę do kieszonki marynarki i tak naprawdę ma ją przy sobie w momencie, gdy wraca w pośpiechu do kawiarni. Nigdy nie przytuli cudem uratowanego Janka. Nie powinna wracać... Pani może to zmienić! Scholastyko, na miłość boską, proszę z nią porozmawiać albo wyjść stąd o innej porze niż zazwyczaj. Ocal siebie i ją! Zrób to dla tego dziecka, które będzie wzrastało bez matki!
Słuchała z niedowierzaniem. Nieznajomy nakręcał się coraz bardziej. Na jego bladej twarzy wykwitły rumieńce, oczy błyszczały od łez, a ręce drżały. Powinna się wycofać, zapłacić, wyjść! Nie, to może przynieść pecha... Jeszcze piętnaście minut.
- A pan? - zapytała bardziej dla uspokojenia mężczyzny niż z ciekawości. - Dlaczego pan jej nie ostrzeże, nie zatrzyma?
- Mogę rozmawiać tylko z panią - odparł ze smutkiem. - Staram się przekonać panią od wielu lat, niestety bezskutecznie. Po nieudanej próbie zawsze wracam do tego samego punktu w czasie. Za każdym razem scenariusz powtarza się. Umieracie obydwie w chwili, gdy przychodzę na świat... To jedyna pamiątka po matce...
Scholastyka ujrzała w dłoni mężczyzny srebrną zakładkę do książki. Była tak piękna, że kobieta zadrżała z zachwytu.

Tego dnia nie wróciła do biura. Po mieście lotem błyskawicy rozeszła się wieść o tragicznym wypadku samochodowym, w którym zginęły dwie kobiety. Jedna z nich była w ósmym miesiącu ciąży. Na szczęście, dzięki szybkiej interwencji lekarzy, dziecko udało się uratować.

14 lutego 2016

Domek w lesie fr. 29

                                                                            Wiki Arwena
Przyczajona w krzakach spodziewała się najgorszego. Była oszołomiona wydarzeniami ostatnich godzin, a jednocześnie myślała niezwykle trzeźwo. Starała się ułożyć plan, który gwarantowałby bezpieczeństwo i pozwolił poznać prawdę. Karol dokonał rzeczy arcytrudnej, przybrał maskę i sprawił, że mu zaufała. Przez sześć lat kłamał, a teraz, kiedy zamarzyło jej się szczęście w leśnym domku na odludziu, pokazał prawdziwe oblicze. Kim był ten drugi? Mnóstwo pytań, których nie zdążyła zadać zaskoczona i przerażona ostatnimi wydarzeniami. Nie pora na nie i teraz. A babcia Franciszka? Czy przybyła zza światów, aby ją ostrzec, czy to kolejna mistyfikacja? Była tak realna... Jeszcze za życia obiecała chronić Nikę, stąd amulet z bursztynu. Nie pieniądze, ale figurka wilka chroniąca przed złem.

11 lutego 2016

Domek w lesie fr.28

                                                                           Wiki  Arwena
Krzaki dzikich jeżyn i malin porastające tę część polany były dobrym schronieniem. Nika z tej bezpiecznej kryjówki mogła obserwować wejście do domu oraz teren wokół, aż po obrzeża lasu. Chwyciła Karola za związane nogi i mocno pociągnęła w kierunku ciemnej ściany drzew. Mężczyzna jęknął, ale nie stawiał oporu. Minutę później zarumieniona Nika wróciła do upatrzonego obserwatorium wśród zielska. Wsłuchała się w dźwięk jadącego samochodu. Warkot silnika wyraźnie się wzmagał. Auto było coraz bliżej.

10 lutego 2016

"Drzwi babci Franciszki" z cyklu "Rodzinne opowiastki"

                                                                             Wiki Arwena
Wszyscy nazywamy je drzwiami babci Franciszki. Są dla nas tym, co w innych rodzinach określa się mianem cennej pamiątki po przodkach. Powstały w czasach, kiedy dziadek Stanisław, rozkochany w morgach sąsiada, postanowił wreszcie się ustatkować. Podług ówczesnej mody kupił od pilarza Wojciecha litr bimbru, założył garnitur z samodziału, jedyny odświętny strój, jaki posiadał, i wybrał się w niedzielę do Walenciaka. Ów stary zrzęda miał córkę, przyszłą dziedziczkę owych morgów, które przylegały do poletka Staśka. 
- Sąsiedzie, pora zaorać miedzę - rzekł Stanisław. - Dajcie mi córkę za żonę!
- A czemu by nie! - odparł Walenciak, zacierając ręce na widok pełnej butelki okowity.
Co prawda Franka, urocza brunetka o brązowych oczach, o uprawie roli nie miała pojęcia, ale to nie stanowiło problemu dla Staśka, który po ojcu odziedziczył umiejętność szybkiego przekonywania kobiet do uległości i roboty. Dziewuchy ze wsi przychylnie spoglądały na barczystego, już lekko siwiejącego kawalera, on jednak, upatrzywszy sobie sąsiedzkie morgi, nie zwracał uwagi na te umizgi. France marzył się kawaler z miasta o romantycznym usposobieniu, dlatego tej niedzieli, zanim Walenciak ze Staśkiem ujrzeli dno butelki i odśpiewali do końca ostatnią zwrotkę pieśni o ułanach przybywających pod okienko, dziewczyna spakowała walizkę i uciekła do ciotki mieszkającej w Warszawie, wdowie po oficerze, w nadziei, że jej marzenia co do małżeństwa wkrótce się ziszczą. Stasiek na wieść o ucieczce przyszłej narzeczonej wściekł się i chwyciwszy siekierę, którą Walenciak po zabiciu koguta na niedzielny rosół zwykł wbijać w ogromny akacjowy pniak stojący przy oborze, z wrzaskiem pobiegł do lasu. Tam upatrzył wielką sosnę i nie bacząc na nic, ściął ją kilku uderzeniami topora, potem u Wojciecha kupił kolejną butelkę bimbru i wypił duszkiem jej całą zawartość. To na kilka godzin zwaliło go z nóg. Gniew jednak nie ustąpił. Gdy tylko chłopu trochę  pojaśniało w głowie, ściągnął na podwórko ogromny pień sosny, pociął na deski i zrobił drzwi, duże, grube, wzmocnione stalowymi klamrami. Wetknął je w futrynę własnej chałupy, usiadł na progu i powiedział:
- Przez te drzwi ma prawo przejść tylko Franka! Jak mi Bóg miły, jeśli nie ona, to żadna inna... 
Jak to w tego typu opowieściach bywa, Franciszka, wzruszona upartością kawalera, wróciła na wieś i przechodząc przez drzwi, oddała się mu wraz z morgami. Odtąd ważne wydarzenia rodzinne są zatwierdzane w ten sam sposób, poprzez przejście przez drzwi babci Franciszki. Czy to chrzest, czy ślub, czy podwyżka, drzwi otwierają się z jednakim skrzypieniem. 

Niebieska marynarka

Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...