Mąż nie żył od tygodnia, a ona ciągle miała wrażenie, że za chwilę wyrwie ją ze snu jego rozwścieczony baryton. Byli ze sobą przez pięćdziesiąt lat, ale ani razu nigdzie razem nie wyjechali. Pięćdziesiąt lat, które śmignęło w okamgnieniu, uczyniło ze Stefy potulne cielę gotowe w każdej chwili iść na rzeź. Franciszek, dyrektor prężnie działającego ośrodka kultury i ona, gospodyni domowa...W miasteczku nie mówiło się o niej inaczej jak żona dyrektora Zawady. "Dy - re - kto - ro - wa", cedziły przez zęby kobiety, za każdym razem obrzucając ją od stóp do głów zazdrosnym spojrzeniem. Nie miała pojęcia, czy ktoś z tych ludzi zna jej imię... imię powietrza, którym dyrektor Franciszek Zawada oddychał przez pięćdziesiąt lat. Teraz, kiedy mąż nie żył, mogła wreszcie wybrać się w wymarzoną podróż. Spakowana walizka stała w przedpokoju, jednak Stefa zwlekała z wyjazdem.
31 sierpnia 2015
30 sierpnia 2015
Wojtek fr.2 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Nie musiał, Wojtek szybko kojarzył fakty. Ciąża tłumaczyła wszystko, złe samopoczucie, brak apetytu, zmiany nastroju, a on głupi myślał, że Alicja chce go zostawić. Będziemy mieli dziecko, myślał, przemierzając nerwowo mieszkanie. Był oszołomiony, zaskoczony, szczęśliwy, a jednocześnie coraz bardziej zaniepokojony. Dlaczego mu nie powiedziała? Nagle zatrzymał wzrok na obrazie leżącym na kuchennym blacie. Alicja najprawdopodobniej zdjęła malowidło przed wyjazdem, choć jeszcze tydzień wcześniej błagała Wojtka, by zawiesił je na ścianie. Miało to pewnie jakieś znaczenie. Tak był pochłonięty swoimi sprawami, że nie zapytał nawet żony, skąd ta makabreska w ich domu. Nagie ciało martwej kobiety rzucone na stół rzeźnicki niczym ćwiartka mięsa. Taki obraz mógł się zrodzić tylko w chorym umyśle. Wojtek przyglądał się przez chwilę malowidłu, szukając podpisu artysty, lecz nie znalazł żadnego znaku. Kimkolwiek był ten człowiek, nie przywiązywał wagi do tego rodzaju detali. Sama scena namalowana z pasją psychopaty była najlepszą wizytówką autora. Przypomniał sobie wieczór sprzed dwóch tygodni, kiedy opanowany przez zwierzęce pożądanie dawał upust swoim fantazjom, a leżąca na podobnym stole dziwka krzyczała w przesiąkniętą odorem alkoholu i ludzkich wydzielin przestrzeń świństwa, jakich nigdy dotąd nie słyszał w ustach kobiety. Podniecało go to jeszcze bardziej, momentami powstrzymywał się przed uduszeniem tej suki. Był pewien, że tylko w ten sposób wreszcie osiągnie pełne zaspokojenie. Nienasycony chory umysł... Wojtek chwycił się za głowę obiema rękami. Paliła go skóra. Miał ochotę rozdrapać ją do krwi.
29 sierpnia 2015
Wojtek fr.1 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Grzebanie w rzeczach Alicji napawało go wstrętem. Nie powinien tego robić. Każdy ma przecież prawo do jakiejś prywatności. Do diabła, w końcu jest moją żoną, usprawiedliwiał się w myślach, otwierając kolejną szufladę z papierami. Szukał prawie przez całą noc, w każdym razie od chwili, kiedy wrócił z pracy i przeczytał przyklejoną do drzwi lodówki karteczkę z wiadomością. Niepokój wgryzał się w niego, kąsał, szarpał i żarł mięso niczym jakaś wściekła bestia. Alicja wyjechała tak nagle, nie pisząc nawet dokąd. Szukał jakiegoś punktu zaczepienia, nazwiska, numeru telefonu, adresu, najmniejszej informacji, która naprowadziłaby go na ślad tej tajemniczej kobiety. Przecież coś tu musi być, myślał, przerzucając papiery zgromadzone w teczkach, buszując po szufladach. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że niewiele wie o żonie. Tak naprawdę nie znał żadnych jej znajomych, do których mógłby zadzwonić i zapytać o nią. Alicja z nikim nie utrzymywała kontaktu. Tak mu się przynajmniej wydawało. Żyła w swoim świecie, z dala od ludzi, z nim... Z nim? Prawie się nie widywali, kilka chwil przed snem, czasem przy śniadaniu i w niektóre weekendy. Czy można to nazwać wspólnym życiem? Co prawda ostatnio miał dużo roboty, musiał zostawać po godzinach, wracał skonany, śmierdzący, mył się, jadł i szedł spać, ale dziwne zachowanie żony nie umknęło jego uwadze. Była czymś zdenerwowana, jakby wystraszona, zamyślona... Coś ją wyraźnie gryzło. A co jeśli postanowiła od niego odejść? Stereotypowe myślenie... Na pewno chodzi o coś innego! Spojrzał na miniaturkę portretu stojącą na biurku. Alicja nie znosiła otaczać się fotografiami ze swoim wizerunkiem, ale tę jedną, oprawioną w czarne ramki na dwudzieste szóste urodziny, zatrzymała. Dwudzieste szóste urodziny Alicji... Dzień wcześniej na wieczorze kawalerskim kolegi zdradził ją z podstarzałą dziwką. Co prawda był pijany i robił to, co wszyscy kumple, dobrze się bawił... Pił, ćpał i pieprzył tę dziwkę jak dzikie zwierzę! Puściły wszystkie hamulce, w odstawkę poszły wszelkie zasady, została tylko zwierzęca chuć. Uległ jej... Kolejne usprawiedliwienie? Żałosne... Orgia przeciągnęła się do późna, a kiedy nad ranem wrócił do domu, Alicja leżała na łóżku i czytała książkę, spojrzała na niego... Wiedziała! Od tamtego momentu nie kochali się ani razu. Delikatna twarz o smutnych brązowych oczach z figlarnym lokiem opadającym na czoło oprawiona w ramki jako przypomnienie tamtego wieczoru. Poczuł bolesne ukłucie w brzuchu. Dzwonek telefonu wyrwał go z transu. Wojtek rzucił na podłogę kolejną teczkę wypchaną dokumentami i podbiegł do aparatu.
- Aluuu! Wreszcie... - krzyknął radośnie do słuchawki.
- Przepraszam, czy mógłbym rozmawiać z panią Alicją? - przerwał mu spokojny męski głos.
- Kto dzwoni? - zapytał, czując narastającą irytację. - Przy telefonie mąż Alicji. O co chodzi?
- Dzwonię z prywatnej przychodni ginekologicznej. Jestem lekarzem pana żony. Nie przyszła na umówioną wizytę... Czy przełożyć termin na inny dzień? - tłumaczył rzeczowo mężczyzna.
- Żona wyjechała... - powiedział Wojtek drżącym głosem. - Z prywatnej przychodni ginekologicznej... Doktorze, czy moja żona jest w ciąży?
- Nie udzielam takich informacji przez telefon - usłyszał odpowiedź.
- Aluuu! Wreszcie... - krzyknął radośnie do słuchawki.
- Przepraszam, czy mógłbym rozmawiać z panią Alicją? - przerwał mu spokojny męski głos.
- Kto dzwoni? - zapytał, czując narastającą irytację. - Przy telefonie mąż Alicji. O co chodzi?
- Dzwonię z prywatnej przychodni ginekologicznej. Jestem lekarzem pana żony. Nie przyszła na umówioną wizytę... Czy przełożyć termin na inny dzień? - tłumaczył rzeczowo mężczyzna.
- Żona wyjechała... - powiedział Wojtek drżącym głosem. - Z prywatnej przychodni ginekologicznej... Doktorze, czy moja żona jest w ciąży?
- Nie udzielam takich informacji przez telefon - usłyszał odpowiedź.
28 sierpnia 2015
Sen fr.3 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Ostatni sen był inny. Edward znów jest w pociągu i jak dawniej w przebraniu konduktora przemierza wagony w poszukiwaniu łupu. Mija rząd pustych przedziałów. Skrada się jak drapieżnik, węszy, szukając ofiary. Bezwolny niczym szmaciana kukła w czyichś rękach nie potrafi przeciwstawić się sile, która popycha go w kierunku przedziału na końcu korytarza. Zatrzymuje się, zagląda do wnętrza przez oszklone drzwi. W przedziale siedzi dziewczyna. Patrzy w okno. Zamyślona nie spostrzega Edwarda, dopiero gdy mężczyzna wchodzi do środka, odwraca głowę. Jest bardzo ładna. Brązowe oczy spoglądają na niego z uwagą. Edward chce się do niej uśmiechnąć, ale zamiast tego mówi automatyczne "Bilecik do kontroli!". Dziewczyna szybko sięga do kieszonki, wyciąga bilet. Edward śledzi jej delikatną dłoń, długie szczupłe palce, srebrną obrączkę z wizerunkiem smoka i czuje narastającą furię. Nie umie jej w sobie zdusić, choć bardzo tego pragnie. Chwyta dziewczynę za nadgarstek i wypowiada świszczące "Alissss". Wszystko dzieje się wbrew jego woli, niekontrolowane. Nagle, uderzenie! Silny ból przeszywa podbrzusze, zwala z nóg na podłogę i pozbawia na chwilę przytomności. Ciemność a potem znowu jasno. Tory, narastające dudnienie, pociąg zbliża się nieubłaganie, głośny gwizd lokomotywy... Trzeba wstać i uciekać. Edward nie ma siły, wciąga w płuca ostry aromat podkładów kolejowych impregnowanych olejem kreozotowym. Zawsze lubił ten zapach. I teraz koncentruje na nim uwagę. Ostatni oddech.
27 sierpnia 2015
Sen fr.2 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Od roku wciąż ten sam koszmar niczym projekcja filmu w zwolnionym tempie. Najpierw widok dziewczyny odwracającej się w jego kierunku. Opalone ciało, sprężyste ruchy, obcisła koszulka na ramiączkach, dżinsowa spódnica, współczujące spojrzenie niebieskich oczu, życzliwy uśmiech, zbliżenie różowych ust, jakieś słowa, zbyt ciche. Nagły ruch, szamotanina, zdławiony krzyk, jęk, osunięcie się ciała na ziemię, dłonie umazane we krwi, drżące, chude, jakby nie jego, cień na ścianie, zarys głowy w kapeluszu z obszarpanym rondem. Wrażenie, że wszystko, co ogląda, dzieje się bez udziału jego woli, jakby ktoś użyczył mu na chwilę ciała i pokazał całe zajście ze swojej perspektywy... Potem obraz torów biegnących przez las, intensywny zapach podkładów kolejowych, upał, duszno, narastające dudnienie, odgłos pędzącego pociągu, gwizd lokomotywy, strach, mocne uderzenie, ból, ciemność. Początkowo analizował każdy szczegół snu, próbując zrozumieć całość. Niepokoił go kształt cienia rysujący się na ścianie. Edward nigdy nie nosił kapelusza, owszem, w czasach świetności czapkę konduktorską, ale nie kapelusz. A dłonie? Chude, z gęstą siateczką nabrzmiałych żył, umazane krwią... a może tylko farbą? To nie są jego dłonie... Dłonie mordercy? Nie byłby zdolny nikogo zabić, nawet we śnie. Ten pacan doktor twierdzi, że sny oddają ukryte pragnienia. Gówno prawda! Przez całe życie nie skrzywdził nawet muchy, a co dopiero człowieka! Kradzież, oszustwo, owszem, ale nie zabójstwo!
26 sierpnia 2015
Sen fr.1 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Koszmar wrócił, ale tym razem scenariusz przebiegał nieco inaczej, pojawiły się nowe szczegóły makabrycznej sceny, dzięki którym Edward zyskał nadzieję na zmianę. Pojawił się promyk światła, to dużo... Rozjaśnił na chwilę wnętrze przerażonej duszy. A więc to nie musiało się zdarzyć, w każdym razie nie w taki sposób jak śnił co noc.
- Śmierć przytrafia się każdemu. Nie ma innej opcji! Twoje problemy biorą się z lęku przed kostuchą. Rżnij ją jak dziwkę i częstuj się wódką, a strach zniknie... Napij się, brachu! - uspokajał filozoficznie kumpel, z którym Edward od dwóch lat dzielił obskurny pokój a wcześniej więzienną celę.
Zalecone przez doktora leki nie pomagały, otępiały jeszcze bardziej, sprawiając, że spał niemalże przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Takie przynajmniej miał wrażenie. Kładł się do łóżka wieczorem, wstawał o świcie, a reszta dnia gdzieś mu umykała, jakby ktoś okradał go z chwil świadomości, pozostawiając tylko senne majaki. Był niemalże pewien, że każdy sen przybliża go do tragicznego finału. Śmierć na torach kolejowych wydawała mu się mniej akceptowalna niż zgon z powodu choroby albo przedawkowania leków uspokajających. Natasza wyszła wcześniej niż zwykle. Szkoda... Miał nadzieję, że tego wieczoru zostanie dłużej. Płacił jej więcej niż inni, a pomimo to nie traktowała go inaczej. Mechaniczny seks, bez iskierki uczucia, bez pieszczot, pocałunków, potem prysznic i na odchodne krótkie "Hej!". Lubił ją. Jedyna kobieta, która pieprząc się z nim, patrzyła w jego zniekształconą kalectwem twarz i nie zamykała oczu. W kamienicy nazywali go Quasimodo, w więzieniu Konduktor. Trafił tam za recydywę, głównie za obrabianie podróżnych w przebraniu konduktora, stąd ksywka. Dobre czasy minęły, teraz śnił o kolei.
- Śmierć przytrafia się każdemu. Nie ma innej opcji! Twoje problemy biorą się z lęku przed kostuchą. Rżnij ją jak dziwkę i częstuj się wódką, a strach zniknie... Napij się, brachu! - uspokajał filozoficznie kumpel, z którym Edward od dwóch lat dzielił obskurny pokój a wcześniej więzienną celę.
Zalecone przez doktora leki nie pomagały, otępiały jeszcze bardziej, sprawiając, że spał niemalże przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Takie przynajmniej miał wrażenie. Kładł się do łóżka wieczorem, wstawał o świcie, a reszta dnia gdzieś mu umykała, jakby ktoś okradał go z chwil świadomości, pozostawiając tylko senne majaki. Był niemalże pewien, że każdy sen przybliża go do tragicznego finału. Śmierć na torach kolejowych wydawała mu się mniej akceptowalna niż zgon z powodu choroby albo przedawkowania leków uspokajających. Natasza wyszła wcześniej niż zwykle. Szkoda... Miał nadzieję, że tego wieczoru zostanie dłużej. Płacił jej więcej niż inni, a pomimo to nie traktowała go inaczej. Mechaniczny seks, bez iskierki uczucia, bez pieszczot, pocałunków, potem prysznic i na odchodne krótkie "Hej!". Lubił ją. Jedyna kobieta, która pieprząc się z nim, patrzyła w jego zniekształconą kalectwem twarz i nie zamykała oczu. W kamienicy nazywali go Quasimodo, w więzieniu Konduktor. Trafił tam za recydywę, głównie za obrabianie podróżnych w przebraniu konduktora, stąd ksywka. Dobre czasy minęły, teraz śnił o kolei.
25 sierpnia 2015
Matka fr.4 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Złożyła podanie i jakimś cudem udało jej się zdobyć pracę w stołówce miejscowej podstawówki. Zaczynała jako pomywaczka w kuchni, by po ukończeniu kursu dochrapać się stanowiska kucharki. Nie było lekko przy jej stanie zdrowia i początkowo niewysokiej pensji, pracowała jednak ciężko, wkrótce spłaciła wszystkie długi, a nawet udało jej się odłożyć co nieco pieniędzy. Żyły skromnie, ale przynajmniej nie przymierały jak dawniej głodem. Weronika chowała się zdrowo, warunki bytowania znacznie się polepszyły. Pani Jadwiga mogła śmiało powiedzieć, że jej życie wreszcie się ustabilizowało. W domu brakowało jednak męskiej ręki, niestety, do związków pani Jadwiga nie miała szczęścia. Przygodnie poznani mężczyźni okazywali się draniami. Zresztą dorastająca Weronika żadnego nie akceptowała. Już dwunasta. Zwykle o tej porze jadły obiad. Właśnie zegar zaczyna wybijać godzinę. Pierwsze uderzenie, drugie, trzecie... Przy czwartym zazwyczaj rozlegał się zgrzyt zamka, skrzypienie otwieranych drzwi, trzask i głośne "Hej! Już jestem, mamo!". Weronika wracała z pierwszej zmiany. Czwarte uderzenie, piąte, szóste... Dzwonek! Nie, to niemożliwe, musiała się przesłyszeć. Siódme uderzenie, ósme... Tak, ktoś dzwoni! Weronika? Przecież ma klucze... A może zapomniała wziąć? Pani Jadwiga wstała z fotela tak szybko, jakby ubyło jej lat i z bijącym sercem ruszyła ku drzwiom wejściowym. Rozległo się dziesiąte uderzenie zegara. Minęła kuchenną wnękę, skąd wydobywał się smakowity zapach zupy ogórkowej. Kiedy uchyliła drzwi na szerokość łańcucha, usłyszała delikatny kobiecy głos:
- Mam na imię Alicja... Proszę otworzyć!
Na klatce schodowej stała nieznajoma dziewczyna. Pani Jadwiga zobaczyła najpierw miłą, lekko pociągłą twarz ozdobioną burzą włosów, które opadały długimi kasztanowymi lokami na ramiona, potem smutne brązowe oczy patrzące w prost na nią i różowe kształtne usta uśmiechające się życzliwie.
- To do mnie pani dzwoniła... - dodała niepewnie młoda kobieta. - Pani Jadwiga, tak? Mama Weroniki?
- Tak, to ja. Proszę wejść! - odpowiedziała cicho. - Myślałam, że to wraca ona...
- Mam na imię Alicja... Proszę otworzyć!
Na klatce schodowej stała nieznajoma dziewczyna. Pani Jadwiga zobaczyła najpierw miłą, lekko pociągłą twarz ozdobioną burzą włosów, które opadały długimi kasztanowymi lokami na ramiona, potem smutne brązowe oczy patrzące w prost na nią i różowe kształtne usta uśmiechające się życzliwie.
- To do mnie pani dzwoniła... - dodała niepewnie młoda kobieta. - Pani Jadwiga, tak? Mama Weroniki?
- Tak, to ja. Proszę wejść! - odpowiedziała cicho. - Myślałam, że to wraca ona...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Niebieska marynarka
Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...
-
Wiki Arwena Syrena zbliżającej się karetki pogotowia zagłuszyła ostatnie słowa. Mężczyzna nerwowo wyjrzał na zewnątrz, po czym szybko r...
-
Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...