14 kwietnia 2015

Powrót na wrzosowisko (cz.95) - Powrót Backa

                                                                  Wiki Arwena
 
Na werandzie panował półcień. W letnie dni właśnie tutaj spędzałam czas, uciekając przed skwarem. Miałam tajemną skrytkę między dwoma donicami z torfem. Rosnące w nich bukszpany chroniły mnie niczym zielona tarcza. Spojrzałam na rośliny z uśmiechem. Przed gankiem w cieniu rozłożystej lipy leżał olbrzymi pies, owczarek niemiecki. Spał z ułożonym łbem na przednich łapach.
- Back... - szepnęłam z bijącym sercem.
Zwierzę najpierw nastawiło uszy, potem zaczęło węszyć, a na koniec zerwało się na nogi i podbiegło do mnie z głośnym szczekaniem.
- Czy to dzieje się naprawdę, Tereso? - zapytałam, patrząc z niedowierzaniem na psa liżącego moją dłoń. - Backu, Backu, dobry piesek...
Dostałam go od ojca na szóste urodziny. 

13 kwietnia 2015

Powrót na wrzosowisko (cz.94) - Zapachy

                                                                    Wiki Arwena
- Nie znam drogi powrotnej - odrzekłam. - Tereso, pomóż mi to wszystko zrozumieć.
Spojrzała życzliwie i biorąc mnie za rękę, powiedziała:
- Chodź...
Bez słowa poszłam za nią. Minęłyśmy oświetloną słońcem kuchnię, w której pachniało przyprawami i świeżo upieczoną szarlotką. Ten zapach na zawsze będzie kojarzył mi się z Teresą. Miała talent do komponowania niezwykłych bukietów zapachowych. Kusiły i uwodziły każdego. Znała się na tej sztuce doskonale. Wykorzystywała swoje umiejętności do uzyskiwania z roślin olejków eterycznych. W jej pokoju nie brakowało wonnych kadzideł. Zbierała zioła, które latem suszyła w słońcu, by zimą sporządzać z nich aromatyczne herbatki, nalewki i balsamy. Opowiadała o ich magicznych właściwościach będących źródłem zdrowia, młodości i sił witalnych. Ludzie czerpali przecież z ich mocy przez wieki. Kobiety, chcąc zatrzymać piękno zewnętrzne, nacierały ciało wonnymi olejkami, mężczyźni zaś szukali  w ziołowych nalewkach ponadludzkich sił i umiejętności niezbędnych w walce. Eliksiry były też pomocne w magii miłości. Dom pachniał. Żył.

12 kwietnia 2015

Powrót na wrzosowisko (cz.93) - Czarny bez

                                                                          Wiki Arwena
     Otworzyła okno na oścież, wpuszczając do pokoju intensywny zapach kwiatów i ciche pobrzękiwanie świerszcza. Ciepłe sierpniowe powietrze wypełniło sypialnię. Zdumiona podeszłam do Teresy, wyjrzałam na zewnątrz. Świat kipiał zielenią i różnorodnością dźwięków. Jak za dawnych czasów, pomyślałam i rozejrzałam się po ogrodzie. Tuż obok okiennic rosło drzewko czarnego bzu.  Dorodne kiście owoców lśniły w blasku słońca. Ojciec wierzył w magiczne właściwości tej rośliny i czcił ją  niemalże jak bóstwo, obsadzając pędami czarnego bzu najbardziej nasłonecznione miejsca w ogrodzie. Wśród wielu opowieści, których słuchałam w dzieciństwie, były i te dotyczące świętego drzewa zmarłych. Od wieków czarny bez uznawany był za siedlisko duchów. Przypisywano mu zdolność pośredniczenia pomiędzy światem żywych i zmarłych, a w jego korzeniach mieszkał podobno wąż, strażnik świata zmarłych. Choć wiosną zapach drobnych kwiatów kusił, by zanurzyć dłoń w ich chłodną biel, a późnym latem owoce przyciągały swoją czarno - fioletową barwą, bałam się zapuszczać w te zakątki ogrodu, gdzie rósł czarny bez. Roślina kojarzyła mi się zawsze ze złowróżbnymi opowieściami z dzieciństwa i mimo całej sympatii, jaką żywił do niej mój ojciec, uważałam ją za drzewo złych mocy. Nie mogłam pozbyć się odrazy, wyczytawszy w starej księdze ojca, że przed wiekami czarny bez stosowano podczas grzebania zmarłych, gdyż charakterystyczny zapach skutecznie maskował odór rozkładającego się ciała. Wywarem z rośliny myto przed pogrzebem zwłoki, zaś  trupią wodę wylewano w korzenie drzewa, aby wskazać zbłąkanej duszy drogę do światła i odciągnąć ją od bliskich. Ilekroć widziałam w ogrodzie ciemnozieloną ścianę czarnego bzu, cofałam się w obawie, że zamieszkujące tam demony uprowadzą mnie do świata ciemności. Najchętniej zniszczyłabym młode pędy czarnego bzu wyrastające wiosną z wilgotnej ziemi, ale wiedziałam, że to świętokradztwo. Jedynie żarliwa prośba o przebaczenie uchroniłaby mnie od zemsty upiorów. Teresa wyciągnęła rękę w kierunku gałązki kołyszącej się tuż przy futrynie okna i delikatnie pogłaskała ciemnofioletowy baldachim owoców, mówiąc:
- Pozbądź się strachu, Alicjo! Tutaj nic ci nie grozi, źródło wszystkich twoich lęków pozostało po drugiej stronie... Zostań tu z nami, a zrozumiesz.


11 kwietnia 2015

Powrót na wrzosowisko (cz.92) - Nie ma śmierci

                                                                     Wiki Arwena
- Witaj, Alicjo! Wiedziałam, że przyjdziesz - usłyszałam znajomy głos. - Czekałam na ciebie.
Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętą twarz Teresy. Jej obecność zawsze działała kojąco. Nie czułam strachu, choć niezwykłość tego, co się działo, nadal budziła we mnie nieokreślony niepokój. Nie byłam pewna, z czym mam do czynienia. Jakaś cząstka mnie szeptała, abym była ostrożna. Powtórzyłam więc:
- Powiedzieli mi, że nie żyjesz...
- Tak, dla tamtego świata nie żyję, ale czym jest śmierć, Alicjo? - szepnęła. - Nie ma śmierci... Jest tylko jasna i ciemna strona lustra.
- A my jesteśmy? - zapytałam.
- A jak myślisz? Co podpowiada ci intuicja? - odpowiedziała pytaniem i podeszła do okna, przez które sączyło się blade światło.
- Moje przeczucia nie mają tutaj znaczenia - oznajmiłam, spoglądając na jej wysmukłą sylwetkę. - Chcę poznać prawdę!
- Urodziłaś się tutaj... - powiedziała cicho. - Jesteś jedną z nas.


10 kwietnia 2015

Powrót na wrzosowisko (cz.91) - Przejście

                                                                         Wiki Arwena
         Wpatrując się we własne odbicie, delikatnie dotknęłam gładkiej powierzchni zwierciadła i nagle uświadomiłam sobie, że zamiast być w chacie Jóźwika, znajduję się w domu na wrzosowisku. Nie jestem w stanie powiedzieć, w jaki sposób dokonało się przejście. Stało się to niezauważalnie, w ułamku sekundy, nic nie poczułam. Sypialnia pachniała ziołami. Na niewielkiej toaletce stały buteleczki z najróżniejszymi miksturami. Teresa przyrządzała je według przepisów zgromadzonych w wielkiej księdze pożytecznych roślin. Na pożółkłych od starości stronach można było podziwiać ręcznie wykonane rysunki ziół, znajdowały się tam opisy roślin, ich występowanie i zastosowanie, szczegółowe przepisy na mikstury przeciw różnym chorobom, ale także upiększające, odmładzające, dodające energii, relaksujące. Teresa odziedziczyła księgę po matce, sama również zapełniała kolejne strony. 

09 kwietnia 2015

Powrót na wrzosowisko (cz.90) - Lustro

                                                                   Wiki Arwena
       Lustro było olbrzymie, wzrostu dorosłego człowieka. Powieszono go na ścianie w jakimś konkretnym celu. Jaką tajemnicę w sobie kryło? Pociągnęłam za prześcieradło, zsunęło się lekko na podłogę. Wypolerowana powierzchnia lśniła. Zwierciadło wyglądało na bardzo stare. Spojrzałam w niego i zobaczyłam młodą kobietę o dużych brązowych oczach pełnych zdziwienia, nieokreślonej fascynacji. Długie ciemnokasztanowe włosy spływały falą loków na kształtne ramiona. Nie wiedzieć czemu zawsze uważałam się za brzydulę. Tymczasem lustro ukazało mnie piękną. Jego moc była niezwykła. Od bardzo dawna nie przeglądałam się w lustrze, chyba od dnia, w którym Teresa upiekła rzymską pieczeń. Było to zaledwie przed kilkoma dniami, a ja miałam wrażenie, iż od tamtego momentu minęło wiele tygodni, a nawet miesięcy. Tak dużo wydarzyło się w ciągu tego czasu. A co jeśli rozwikłanie zagadki tych wszystkich zagadkowych wydarzeń tkwiło w lustrze? Zastanowiło mnie, że wszyscy, Teresa, pani Róża i Jóźwik, takowe zwierciadło posiadali i z sobie tylko znanego powodu zasłaniali je przed oczyma innych ludzi. Co próbowali ukryć? Szukałam odpowiedzi w rzeźbionej ramie, w lśniącej powierzchni lustra, w gładkiej płaszczyźnie ściany, ale nie znajdowałam.

08 kwietnia 2015

Powrót na wrzosowisko (cz.89) - Mieszkanie Jóźwika

Wiki Arwena
     Jóźwik mieszkał skromnie. Znaczną część pomieszczenia zajmował piec, od którego biło przyjemne ciepło. Rozejrzałam się po wnętrzu pokoju. W rogu stała wielka trzydrzwiowa szafa, pod ścianą tapczan nakryty czystą narzutą w kwieciste wzory. Nad nim wisiała kolekcja obrazów przedstawiających martwą naturę. Obok lustro zasłonięte podobnie jak w sypialni pani Róży płótnem. Stara rzeźbiona rama nie pasowała do pozostałych mebli wykonanych z jasnych lakierowanych desek sosnowych. Jóźwik był stolarzem samoukiem. Ludzie chętnie zamawiali u niego szafy, dziecięce łóżeczka, stoły i krzesła nie tylko ze względu na niską cenę, ale również dlatego, że były to rzeczy trwałe, wykonane ręką uczciwego i solidnego rzemieślnika. Gdyby Jóźwik zażądał dwukrotnie albo trzykrotnie więcej pieniędzy, na pewno znalazłby nabywców na drewniane sprzęty bez problemu, ale jemu nie zależało na wzbogaceniu się. Budziło  to w ludziach zdziwienie, a nawet przestrach. Postępowanie Jóźwika brali za zły znak i po dokonaniu transakcji uciekali z zagrody stolarza jakby ich bies gonił. Mężczyzna nie przejmował się zachowaniem kupujących. Z zadowoleniem zabierał się za kolejne zlecenie, upatrując w lesie odpowiedniego materiału na mebel.

Niebieska marynarka

Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...