08 maja 2015

Świerszcz w trawie fr.7 - Szefowa

                                                                       Wiki Arwena
Szefowa należała do osób, które chętnie nie wychodziłyby z biura, gdyby znajdował się w nim salon kosmetyczny, sklep odzieżowy i sypialnia. Życie prywatne nie istniało dla niej. Obiad w biurowej stołówce, spotkania z klientami, kolacje służbowe, zaniedbywany mąż uganiający się za spódniczkami. Razem chodzili tylko na śluby i pogrzeby. Zakładał wtedy najlepszy garnitur. Czuł się jak jej pracownik. Podobnego podporządkowania oczekiwała od pozostałych. Alicja nie zdziwiła się, kiedy równo o piętnastej, godzinie końca pracy, szefowa rzuciła na jej biurko stertę szarych teczek. Spojrzała jednak na papiery ze zdziwieniem, na co tamta odpowiedziała:
- Pilne, pani Alicjo!
Na blond włosach szefowej siedziała ogromna mucha. Komiczny akcent rozpoczynający długie popołudnie w biurze.  

07 maja 2015

Świerszcz w trawie fr.6 - Powrót do domu

                                                                          Wiki Arwena
Popołudnie w domu. Najprzyjemniejszy moment dnia. Ściany pachną wiosną. Kiedy wróciła z pracy, otworzyła okna i drzwi na taras. Do salonu wpłynęło ciepłe powietrze nasycone zapachem świeżo ściętej trawy i rosnącego nieopodal bzu. Gość wyczekiwany, kojący zmęczenie, zacierający w pamięci wydarzenia dnia. Pohukiwania dzikiego gołębia dopełniły całości. Odpoczywała, oddychając głęboko i wsłuchując się w odgłosy ogrodu. W garczku bulgotał krupnik.

06 maja 2015

Świerszcz w trawie fr. 5 - Deszcz

                                                                           Wiki Arwena
Spadł wyczekiwany od wielu dni deszcz. Alicja lubiła wiosenne mżawki. Przynosiły świeżość zapachów i barw, kojarzyły się również ze spokojem. Ulice, które zazwyczaj w godzinach popołudniowych, a więc wtedy, kiedy Alicja kończyła pracę, roiły się od ludzi, podczas deszczu były puste. Mogła wówczas spacerować pod parasolem do woli. Niepotrącana przez spieszących dokądś ludzi wracała do domu powoli. Czasem siadała na przystanku, udając, że czeka na autobus. W kłębach spalin odjeżdżały kolejne pojazdy po brzegi załadowane pasażerami, a ona siedziała w bezruchu, najczęściej czytała dopiero co kupioną w księgarni książkę, czasem po prostu obserwowała przechodniów. 

05 maja 2015

Świerszcz w trawie fr. 4 - Ciotka Maria

                                                                  Wiki Arwena
Ciotka Maria przyjeżdżała raz do roku. Już po przekroczeniu furtki rozglądała się po ogrodzie z ciekawością równą wścibstwu inspektora, który podczas kontroli węszy w poszukiwaniu jakiegoś uchybienia. Ciotka skrywała pod maską zachwytu i radości zwykłą ludzką zawiść, która wydawała się Alicji bardziej pożądana w tym momencie niż obłuda. Nie zamieniała podczas tej inspekcji ani jednego słowa z ciotką. Najczęściej myślała o czymś zupełnie innym, od czasu do czasu rzucała tylko ciche "yhym" albo "tak tak". Ciotka gadała bez przerwy.

04 maja 2015

Świerszcz w trawie fr.3 - Maślane bułeczki

                                                                                          Wiki Arwena
Półki sklepowe niemalże uginały się pod ciężarem towaru. W dziale mięsnym cuchnęło nie do zniesienia. Przyspieszyła kroku, by minąć nieprzyjemny rewir na jednym wdechu i jak najszybciej dotrzeć do stoiska z pieczywem. Dziś była jej kolej robienia zakupów, czego nie znosiła, jednak cierpliwie od piętnastu lat wykonywała tę znienawidzoną czynność. Do koszyka powędrowały kajzerki i chleb tostowy. Zatrzymała wzrok na bułkach maślanych. Ładnie pachniały. Był to jedyny przyjemny akcent odwiedzania tego miejsca. Pieczone na mejscu bułeczki miały ciemną popękaną skórkę i wydzielały intesywny zapach spalenizny. Oprócz Alicji prawie nikt ich nie kupował. Pakowała je po dziesięć do dużych papierowych toreb. Ekspedientka przy kasie uśmiechała się do niej, gdy cztery pakunki sunęły po taśmie. Potem Alicja szła do parku i siedząc na ławce pod brzozą, częstowała bułeczkami łabędzie pływające po sadzawce.  

03 maja 2015

Świerszcz w trawie fr. 2 - Poranek

                                                                     Wiki Arwena
Źle spała. Jak zawsze była temu winna pełnia. Ilekroć księżyc jaśniał na niebie, Alicja nie mogła spać. Budziła się z niespokojnie bijącym sercem, wychodziła do toalety, potem próbowała zasnąć, ale zamiast snu przychodziły myśli, całe tabuny myśli. Do rana przewracała się z boku na bok, wsłuchując w odgłosy nocy. Skrzypiały meble, za oknem cykały świerszcze, w oddali ujadał pies. Czasami wstawała z łóżka, robiła sobie gorące mleko z miodem i przy świetle lampki czytała książkę albo wychodziła na taras i siedząc w ciemności, patrzyła na niebo upstrzone gwiazdami. Tej nocy śniła o pracy, zdarzało się to sporadycznie, ale zawsze źle ją nastrajało. Nie lubiła budzić się z uczuciem nijakości, a sny o pracy właśnie to przynosiły. Były nijakie i mdłe jak codzienność w biurze. Zawsze dokładnie pamiętała ich treść, każdy szczegół, twarze współpracowników, egzaltacje koleżanek, udawaną szczerość i czającą się w każdym słowie zazdrość. Nawet kolor ścian biurowych pomieszczeń, zapach stojących tam mebli były we śnie takie same jak w rzeczywistości. Nie chciała myśleć o tych snach, odrzucała je z odrazą. Świt zdążył już rozjaśnić niebo, postanowiła więc wstać. Z niechęcią pomyślała o pozostaniu w łóżku. Czasem sny wracały. Nie mogła do tego dopuścić. Wystarczy, że musi pójść do tego okropnego miejsca i przez kilka godzin odgrywać swoją rolę, bez najmniejszego błędu, bez zająknięcia. Znała się na tym dobrze. Była doskonała w odgrywaniu różnych ról, także nieszkodliwej szarej myszki. Choć umiała i wiedziała wiele, w biurze starała się nigdy nie wychodzić przed szereg. Co prawda przez lata pracy zdobyła niemałe doświadczenie, które mogło zapewnić jej wysoką pozycję w tym bezkompromisowym świecie, nie widziała w tym jednak nic atrakcyjnego. Pieniądze ani prestiż w firmie nie interesowały ją. Chodziła tam ze względu na męża, dla niego znosiła to wszystko. Pochłaniało ją zupełnie coś innego. Za kilka godzin będzie mogła tutaj wrócić, zapomnieć, zatracić się, ale wcześniej musi pójść do biura. Było jeszcze wcześnie. Nie miała na sobie piżamy, krótka koszulka na ramiączkach odkrywała nogi, brzuch i ramiona. Zgrabna wysmukła sylwetka bezgłośnie przemknęła obok męża. Nie chciała budzić go tak wcześnie. Chłód natychmiast zlizał z jej rozgrzanego ciała resztki snu. Podeszła do okna i cicho rozsunęła zasłony. Robiła to automatycznie co rano. Blade światło świtu delikatnie ją oślepiło, zmrużyła oczy i ziewnęła. Założę dżinsy, przemknęło jej przez myśli. Zazwyczaj patrzyła na wiszący za szybą termometr, tym razem jednak zamiast na niego spojrzała w niebo. Było jeszcze szare, ale już gdzieniegdzie jaśniał błękit. Zapowiadał słoneczny dzień. Pohukiwanie dzikiego gołębia przenikało przez szybę. Alicja zawsze zazdrościła ptakom wolności. Teraz, słysząc gołębia, zapragnęła wyjść na zewnątrz, położyć się na mokrej od rosy trawie i poczuć zapach ziemi. Czemu miałabym tego nie zrobić, pomyślała. Otworzyła drzwi, ogród przemówił do niej tysiącem dźwięków i zapachów. Postawiła stopę na zimnej kostce tarasu... Wiedziała już co zrobi. Dziś nie pójdzie do biura, już nigdy tego nie zrobi. 

02 maja 2015

Świerszcz w trawie fr.1 - Alicja

                                                                       Wiki Arwena
Rozglądała się wokół nieco uważniej niż zwykle. Świat nadal był dla niej pełen tajemnic. Dziękowała za to. Nie, nie Bogu. Nie jemu była wdzięczna. Nie wierzyła w niego od dawna, tylko udawała. Uznała, że tak będzie lepiej. Upływający czas nie wymazał z pamięci pytań, jakie stawiała światu jako dziecko. Zapisały się w jej duszy na zawsze, wrosły głęboko i powracały. Nauczyła się nie mówić o nich głośno. Wypowiadała je w myślach. Czasem zdradzało ją spojrzenie, a wtedy musiała szukać wytłumaczenia dla tego nagłego zamyślenia, zapatrzenia. "Nie, nie jest mi smutno, nic się nie stało, to tylko zmęczenie, ból głowy", odpowiadała pośpiesznie i rzucała naprędce wymyślony żart odwracający uwagę natręta. Chciała, by zostawiono ją w spokoju. Jestem naprawdę zmęczona, myślała, patrząc na ludzi. Nie musiała wsłuchiwać się w treść ich rozmów, wiedziała, czego dotyczyły. Była w stanie przewidzieć wszystko, każdy ich gest, każde słowo. Ludzie przestali ją zaskakiwać. Mimo to pragnęła żyć. Smakowała każdy kęs czasu i nigdy nie czuła się nim nasycona. Zawsze brakowało tego jednego do spełnienia. Jednego kęsa! Szukała go, węszyła, pragnęła... Tymczasem trzeba było znaleźć jakieś zajęcie, by uspokoić Jego. Był dobry i nie zasługiwał na rozczarowanie. Musiała grać dla niego, każdego dnia zasługiwał na najlepszy spektakl. Wchodziła więc w rolę perfekcyjnie ucharakteryzowana i wtedy widziała go szczęśliwym. 

Niebieska marynarka

Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...