07 czerwca 2015

Powrót na wrzosowisko cz.115 - Mieszkańcy ogrodu

                                                                        Wiki Arwena
Ojciec stworzył wokół domu coś w rodzaju oazy. Wraz z upływem czasu ogród rozrastał się i przemieniał w azyl dla wielu gatunków ptaków i zwierząt. O ile dla tych pierwszych przedostanie się do kipiącej zielenią enklawy nie stanowiło żadnego problemu, o tyle inni mieszkańcy wrzosowiska napotykali na barierę w postaci wysokiego drewnianego płotu szczelnie porośniętego pędami bluszczu. Mniejsze gryzonie przeciskały się przez szczeliny między deskami. W ogrodzie nie brakowało jaszczurek, żab i węży. Wylegiwały się na polankach, wygrzewały w słońcu, napawając mnie lękiem i wstrętem. Ich skóra była pokryta niezwykłymi wzorami. Najbardziej przerażały żmije. 

06 czerwca 2015

Powrót na wrzosowisko cz.114 - Słowik

                                                                           Wiki Arwena
Obrazy przewijały się przed moimi oczami jak w kalejdoskopie. Przerażona dziewczynka wciśnięta między wielkie donice z bukszpanem. Piąstki przy uszach, zaciśnięte oczy... Mogłam tak siedzieć godzinami, dopiero chłód wieczoru wyganiał mnie z ukrycia. Cichło zniecierpliwione "Al! Al!", w jego miejsce pojawiał się zaś kojący śpiew słowika. Ten mały szary ptaszek potrafił wlać w dziecięce serce tak wiele radości. Ilekroć potem go słuchałam, przepiękny trel przenikał duszę niewysłowionym wzruszeniem. Był jak czułe dotknięcie rodzica. Pragnęłam, by został ze mną na zawsze. Niestety, lato mijało, a wraz z nim anielski śpiew szarego mieszkańca ogrodu. Ojciec, widząc, jaką sympatią darzę tego niepozornego ptaka, prorokował, że czeka mnie szczęście w miłości, a potem opowiedział śliczną baśń o słowiku, który śpiewem odgonił śmierć od łoża pewnego chińskiego cesarza.

05 czerwca 2015

Powrót na wrzosowisko cz.113 - Za zamkniętymi drzwiami

                                                           Wiki Arwena
Z zamyślenia wyrwało mnie głośne:
- Al! Al, chodź tu natychmiast!
Nazywała mnie tak tylko jedna osoba. Spojrzałam w stronę, skąd dobiegało wołanie. Na tle czarnej wnęki okna na piętrze stała matka. Rozwarte okiennice, kołysane przez wiatr, obijały się o gałęzie rosnącej w pobliżu brzozy. Kobieta nerwowo gestykulowała. Ubrana w starą poplamioną halkę, z rozczochranymi włosami, wyglądała strasznie. Przerażały mnie barwa jej głosu i nieludzki wyraz twarzy. Ojciec nie pozwalał mi do niej zaglądać. Duże dębowe drzwi zamykane na klucz odgradzały matkę od reszty domu. Czasem otwierała jakimś cudem okno i stojąc w nim prawie naga, krzyczała na całą okolicę. Najczęściej były to przekleństwa. Bywało, że przyzywała Stasia albo mnie, wtedy jej głos łagodniał. Matka się uspokajała, a nawet umiała być przymilna. Łatwo mogła nas wtedy zwieść. Był to trudny okres, czas oczekiwania na miejsce w zakładzie psychiatrycznym. Ojciec musiał ją wiązać, by podać leki, nakarmić albo umyć. Wściekle szarpała więzy, ścierając do krwi naskórek. Wyła i klęła, odgrażając się ojcu. Nie wolno nam było patrzeć na to, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Nie patrzyłam, ale obłąkańcze krzyki matki wnikały do nagłębszych zakamarków mojego serca, napełniając je strachem. 
- Al! - rozległo się po raz kolejny.
Matka, gdy coś nie szło po jej myśli, łatwo traciła nad sobą kontrolę. Zniecierpliwiony ton jej głosu był zapowiedzią niepohamowanego wybuchu wściekłości. Czasami, by powstrzymać burzę, miałam ochotę odpowiedzieć na wezwanie matki, ale wszystko kończyło się ucieczką na werandę, gdzie czekała bezpieczna kryjówka. Tam wciśnięta między dwie donice z bukszpanami wierzyłam, że zło mnie nie dopadnie. Wiecznozielone gałązki rośliny miały w sobie przecież niezwykłą moc odstraszania demonów. 
- Al! - krzyknęła wściekle matka i zaklęła paskudnie.
Cóż to za dziwne miejsce, pomyślałam, przygladając się kobiecie stojącej w oknie. Postać bladła, stawała się coraz mniej wyraźna, odchodziła z powrotem w przeszłość. Obok mnie przemknęła główka ozdobiona gęstwiną loków. Już jej nie widać. Zniknęła za ścianą bluszczu wijącego się po kratce werandy. 

04 czerwca 2015

Powrót na wrzosowisko 112 - Nieprzespane noce

                                                                           Wiki Arwena
Zanim zyskałam świadomość wiszącego nad moją rodziną zagrożenia, żyłam beztrosko, radząc sobie ze wszystkimi trudnościami. Tragedie, które niczym bezlitosne drapieżniki co rusz szarpały moich bliskich, spycham do najgłębszych zakamarków podświadomości. Tak sobie radziłam ze strachem, niepewnością i całą gamą innych emocji. Grube warstwy lęków gromadziły się we mnie i ciążyły coraz bardziej. Najgorsze były noce, kiedy ojciec nie wracał z miasteczka. Leżałam wtulona w delikatne ciało Stasia, wsłuchując się w odgłosy z zewnątrz. Zagadkowe szmery przenikały przez ściany, osaczały łóżko zewsząd, a ja wstrzymywałam oddech, by nie zdradzić swojej obecności. Dom tętnił życiem. Skrzypiały meble, tajemnicze westchnienia, trzaski i drapanie napełniały serce niewyobrażalnym przerażeniem. Bywało, że nie zmrużyłam oka do rana, czasem zasypiałam uspokojona widokiem szarości bijącej z okna. Nadchodził świt, a wraz z nim śpiew ptaków i kojące cykanie świerszczy. Bladość poranka wypełniała pokoje, przeganiając z nich mrok i chłód. Wstawałam z łóżka, na palcach przekradałam się do kuchni. Tam rozpalałam w piecu. Ogień niósł ciepło. Szumiąca woda w czajniku i zapach jajek smażonych na maśle powoli zamazywały nocne przeżycia. Potem wracał ojciec. Opowiadał o ludziach z miasteczka. Te często nieprawdopodobne historie zasłyszane przez ojca od klientów w aptece przenosiły mnie do innego świata. Nic nie mówiłam  o nocnych lękach.

03 czerwca 2015

Powrót na wrzosowisko cz.111 - Zło

                                                                           Wiki Arwena
Zło nie przyszło z zewnątrz, ono mieszkało z nami. Przybierało różne kształty. Czaiło się w najciemniejszych zakątkach ogrodu, płosząc ptaki. Kiedy milkły, brzmiał jego gardłowy pomruk. Bestia czekała. Była w ponurym pokoju matki, wśród pajęczyn i smrodu stęchlizny. Snuła się po domu, ocierała o nas. Wyczuwaliśmy jej obecność. Czasem wypuszczała się na wrzosowisko, wietrząc łatwą zdobycz. Przenikała nasze dusze, jakby chciała wziąć je w posiadanie. Widziałam ją w snach, zbliżała się coraz bardziej, wymyślała fortele, bym straciła czujność i wpadła w sidła. 

02 czerwca 2015

Powrót na wrzosowisko cz.110 - Jagody

                                                                    Wiki Arwena
A co jeśli to halucynacje? Ogłupiające działanie leków. Wróciła niepewność, która boleśnie wwiercała się w świadomość, ilekroć próbowałam ją zignorować. Wspomnienia dopełniane szczegółami stawały się wyraźniejsze, bardziej zrozumiałe. Czułam jeszcze delikatny aromat jagód, jakby ojciec przed chwilą rozgniótł je łyżką w misce, wymieszał z cukrem i małymi porcjami zawinął w pierogowe ciasto. Zapach zawisł w powietrzu i trącał nozdrza. Zdawał się być prawdziwy.

01 czerwca 2015

Powrót na wrzosowisko cz.109 - Koszmar

                                                                          Wiki Arwena
Czy umknęłam wówczas śmierci? Czymkolwiek była istota kryjąca się w mroku zieleni, ojciec wyczuwał grożące niebezpieczeństwo i starał się nas ochronić. Wszystko, co robił, było temu podporządkowane. Początkowo nie rozumiałam starań ojca, zarzucałam mu nadopiekuńczość i często samowolnie wymykałam się na wrzosowisko. Po zdarzeniu w leszczynowym zagajniku miałam się jednak na baczności, przez długi okres nie opuszczałam domu bez opieki. Później czas zabliźnił rany. Zaczęłam wierzyć, że był to koszmar, jakich wiele wówczas śniłam. 

Niebieska marynarka

Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...