Zło nie przyszło z zewnątrz, ono mieszkało z nami. Przybierało różne kształty. Czaiło się w najciemniejszych zakątkach ogrodu, płosząc ptaki. Kiedy milkły, brzmiał jego gardłowy pomruk. Bestia czekała. Była w ponurym pokoju matki, wśród pajęczyn i smrodu stęchlizny. Snuła się po domu, ocierała o nas. Wyczuwaliśmy jej obecność. Czasem wypuszczała się na wrzosowisko, wietrząc łatwą zdobycz. Przenikała nasze dusze, jakby chciała wziąć je w posiadanie. Widziałam ją w snach, zbliżała się coraz bardziej, wymyślała fortele, bym straciła czujność i wpadła w sidła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz