12 lipca 2015

Na Buczynie fr.3 - Wspomnienie (Świerszcz w trawie)

                                                                     Wiki Arwena
Nie biegnie do majaczących we mgle cieni. Stoi przy olszynie, wypatruje ojca, czeka aż wyłoni się z szarości albo zawoła:
- Alis, chodź tutaj!
Cisza, żadnego szelestu, tylko przyspieszone bicie dziecięcego serca. Trzeba za wszelką cenę przerwać ten bezwład. 
- Tatusiu! Tatusiu! - krzyczy, ale jej głos ginie w wilgotnych oparach. - Tatusiuuuuu!
Nagle stopa trafia na krawędź kamienia. Ostry ból promieniuje do łydki. Alicja otrząsnęła się z zamyślenia i rozejrzała wokół. Ciemnozielona tafla jeziora falowała na wietrze, wyrzucając na brzeg płatki rudbekii. Słoneczna żółć osiadła na piasku.

11 lipca 2015

Na Buczynie fr.2 - Plażowiczki (Świerszcz w trawie)

                                                                           Waldemar
Kobiety siedzące na trawniku głośno rozprawiały, nie zważając na sąsiedztwo obcej dziewczyny. Jedna żywo gestykulowała, jakby chciała w ten sposób podkreślić wiarygodność wypowiadanych słów. Miała na sobie jednoczęściowy granatowy strój kąpielowy i żółty kaszkiet. Druga w słomkowym kapeluszu i letniej sukience w kolorowe kwiaty  co chwila wybuchała śmiechem, od czasu do czasu wyrywało się jej przeciągłe:
- Coooo pani powie? No nieeee! He he he! Aż się nie chce wierzyć!
- Mówię, pani... Od tygodnia się awanturuje, a ona z dzieciakami do matki po nocy ucieka! W głowie od zbytku im się poprzewracało! - informowała kapelusznica, znacząco wymachując ręką w kierunku niewidzialnych bohaterów opowieści. - A dobrze im tak! Myśleli, że Boga nie ma!
- Święta racja, pani Marysiu! Święta racja... - przytakiwała właścicielka żółtego kaszkiecika. - Jak przyjechał z Niemiec, to co dzień w innej kiecce chodziła. Nie wiedziała, na co pieniądze wydawać, a jemu podobno każdy grosz liczyła. Chłopu by się napić wódki nie dała, głupia! He he he!
Zarechotały. Alicja, nie chcąc dłużej słuchać złośliwego bełkotu, weszła do wody. Chłód delikatnie połaskotał ją w stopy. Uciekając przed strzępkami ordynarnych rozmów, które doleciały z wiatrem i w to miejsce, ruszyła wzdłuż brzegu. Wspomnienia wróciły. Znów jest małą dziewczynką i z ojcem idzie do lasu na borowiki.
- Tatusiu! Zaczekaj na mnie! - woła piskliwym dziecięcym głosem, starając się nadążyć za wysokim mężczyzną w płaszczu. - Tatusiuuu! Tatusiuu!
Mgła gęstnieje, zaciera znajomą sylwetkę. Dziewczynka rozgląda się, bada drobną stopą grząski grunt, dotyka oślizgłych pni, pokrytych mchem kamieni, drży. Każdy pień drzewa, kępa trawy, mrowisko zdają się poruszać, zatracają pierwotny kształt. W wyobraźni dziecka stają się ojcem pochylonym nad kolejną zdobyczą. Brakuje tylko entuzjastycznego:
- Mam! Alis, chodź, zobacz, ten to dopiero piękny! Prawdziwy król prawdziwków!

10 lipca 2015

Na Buczynie fr.1 - Upał (Świerszcz w trawie)

                                                                      Wiki Arwena
Upał wzmagał się. Była już piętnasta, a słońce nadal prażyło bezlitośnie. Wypalona trawa kłuła w stopy, mimo to Alicja zdjęła sandały i szła boso. Stopy stawiała ostrożnie, omijając miejsca najeżone wystającymi z ziemi kamykami. Chwilami zatrzymywała się, by wyjąć spomiędzy palców pojedyncze źdźbła wyschniętej koniczyny. Ścieżka kończyła się małą piaszczystą plażą łagodnie schodzącą ku ciemnozielonej tafli jeziora. Alicja lubiła to miejsce. Zbiornik wybudowany przed laty w celach rekreacyjnych otaczała ścieżka rowerowa ozdobiona po obu stronach rzędami młodych drzewek. Samo jezioro nie było duże. Wystarczyło kilka minut, by je obejść. Z wody wyrastała pałka wodna, jedyna pozostałość po rozległym bagnisku. W dzieciństwie Alicja przychodziła tutaj z ojcem. W obrastającej mokradła buczynie roiło się od grzybów. Poranne opary mgły unoszące się nad bagnem przerażały dziewczynkę do tego stopnia, że momentami zamykała oczy, omijając najpiękniejsze okazy borowików. Ojciec był zapalonym grzybiarzem. Alicja uśmiechnęła się na wspomnienie tych wspólnych wypraw na Buczynę. Teraz na miejscu mokradła stały znaki ostrzegające przed niebezpieczeństwem, zakazujące kąpieli albo łowienia ryb. Nie brakowało koszy na śmieci, ławeczek i biało - niebieskich budek z napisem "toi toi". Alicja dotarła do płachetki piasku, rozłożyła koc i zdjąwszy sukienkę, usiadła twarzą w kierunku jeziora. Powiał delikatny wiatr. Niewielki obłok na moment przysłonił tarczę słońca. Rozpuściła włosy, poprawiła ramiączka opalacza i rozejrzała się wokół. Mimo popołudniowego upału plaża była prawie pusta.

09 lipca 2015

Po drugiej stronie fr.4 - Prawda (Świerszcz w trawie)

                                                                       Wiki Arwena
- Jesteś pewna, że wszystko dobrze? - szepnął, dotykając chłodnego czoła Alicji. - Zmarzłaś? Przykryj się… Powinnaś wziąć coś na sen, kochanie. Moja matka ma jakieś skuteczne ziołowe pastylki.
- Nic mi nie jest! Po prostu miałam koszmar! To minie... - powtórzyła, sama nie wierząc w te słowa. - Po kąpieli zjedz krokiety, zostawiłam kilka w pojemniku na stole.
- Jestem skonany! Nawet nie chce mi się ruszyć... - westchnął Wojtek, powoli jednak podniósł się z łóżka i wyszedł. 
Coś było nie tak. Intuicja podpowiadała Alicji, że to nie był zwykły koszmar. Czuła smak morskiej wody, a usta pokryte kryształkami soli piekły. Usiadła, aby dokładnie obejrzeć pościel. Poduszka pachniała wodorostami, pokrywały ją wilgotne plamy, a w niektórych miejscach Alicja wyczuła drobinki piasku. W półmroku nie widziała wszystkiego, ale to, co zobaczyła, wystarczyło, aby ostry dławiący strach zacisnął szpony na jej szyi. A więc to nie sen, byłam tam naprawdę, pomyślała. Część tamtego świata przeniknęła wraz z nią do rzeczywistości, nie pozwalając zapomnieć. Strzępki koszmaru rozpłynęłyby się w porannym powietrzu jak większość nocnych zmór, z którymi Alicja musiała borykać się w czasie snu od wielu lat. Tym razem było inaczej. A co jeśli matka miała rację, powtarzając, że córka jest wariatką. Bolesne wspomnienie powróciło, lecz teraz przyniosło ulgę. Choroba tłumaczyła dzisiejsze zdarzenie. Lęk, halucynacje, przygnębienie były częścią procesu chorobowego. Powinna wreszcie pójść do psychiatry.

08 lipca 2015

Po drugiej stronie fr.3 - Koszmar z dzieciństwa (Świerszcz w trawie)

                                                                      Wiki Arwena
Alicja zamknęła oczy. Obudź się, powtórzyła w myślach. Obraz zwłok był przerażający, miała ochotę zwymiotować, powstrzymała jednak falę mdłości, wsłuchując się w głos rozsądku, który podpowiadał inne rozwiązanie. To tylko zły sen, szeptała, zły sen... Miewała już takie w dzieciństwie. Budziła się z krzykiem, zlana potem, z uczuciem wyczerpania. Matka mocno potrząsała jeszcze śpiącym dzieckiem, a gdy otwierało oczy, wrzeszczała. Pewnej nocy w ataku furii wyrzuciła do kosza wszystkie  książki, nawet te wypożyczone z biblioteki. Nie chciała córki wariatki. Sama nigdy nie przeczytała ani jednej książki, zaś wzmianki o nich ograniczała do stwierdzenia, że są źródłem zła i zgorszenia. Ilekroć widziała Alicję pogrążoną w lekturze, łatwo wpadała w gniew. Dziewczynka czytała potajemnie. W lecie siadała z dala od domu pod polną gruszą, zimą wdrapywała się na niewielki strych i tam w półmroku owinięta w starą pierzynę babci śledziła losy swoich ulubionych bohaterów literackich. Nie oni byli źródłem nocnych koszmarów, przeciwnie przeczytane historie pochłaniały myśli dziecka, odciągając je od treści snów. Nocne widziadła przerażały. Nie było łatwo o nich zapomnieć. Świat książki zdawał się jedynym bezpiecznym miejscem, dlatego mimo kategorycznych sprzeciwów matki Alicja odwiedzała bibliotekę kilka razy w tygodniu. 
- Obudź się... - usłyszała spokojny głos męża. - Musiało coś ci się śnić, bo krzyczałaś.
Delikatne światło lampki rozjaśniało wnętrze pokoju. Wojtek pochylał się nad żoną, a jego twarz zdradzała niepokój. Po dniu spędzonym w hucie był zmęczony, bił od niego nieprzyjemny zapach potu i dymu papierosowego. Najczęściej, zanim się z nią witał, brał kąpiel. Tego wieczoru, słysząc wrzask Alicji, wbiegł do sypialni w ubraniu roboczym. Sztywna z brudu kurtka cuchnęła. 
- To tylko zły sen... - szepnęła i uśmiechnęła się do niego blado. - Umyj się!

07 lipca 2015

Po drugiej stronie fr.2 - Impreza u sąsiada (Świerszcz w trawie)

                                                                      Wiki Arwena
Z zewnątrz dobiegały dźwięki muzyki i pijackiego rechotu. Szczekały psy rozwścieczone zapachem grillowanej kiełbasy. Wiatr niósł odgłosy zabawy, gubił w załamaniach wysokich betonowych płotów echo przekleństw albo z impetem uderzał nimi o ściany domów. Kolejna, mocno zakrapiana impreza miała przeciągnąć się do późna. Alicja nie mogła zasnąć. Czasami w takich chwilach czytała, ale tym razem i to budziło w niej odrazę. Leżała w łóżku ubrana tylko w bawełniane spodenki i patrzyła w ciemność. Czuła na twarzy kropelki potu. Powoli pokrywały całe ciało. Spływały strużkami z rozgrzanych wypukłości, gromadziły się z zagłębieniach, zraszały włosy. Było ich coraz więcej. Miliony, miliardy chłodnych, wyłaniających się z czeluści nocy kropel.  Alicja miała wrażenie, że przylatują z zewnątrz jak morska bryza i zachłannie zagarniają bezwładne ciało. Nie broniła się, choć uczucie uchodzącego z niej życia zaczęło być coraz silniejsze, stopniowo dławiło, pozbawiało oddechu. Woda wdzierała się falami do płuc. Obudź się, pomyślała Alicja w ostatnim przebłysku świadomości. Tonęła w zimnej brei, nie znajdując mocy, aby temu się przeciwstawić. Wszechogarniający chłód paraliżował siłę woli. Z odrętwienia wyrwał ją szum morza i krzyk mew. Dął silny, niemalże lodowaty wiatr, bezlitośnie chłoszcząc skórę. Alicja rozejrzała się wokół. Stała na szerokiej piaszczystej plaży zakończonej stromym klifem. W oddali majaczyła latarnia. Ogromne fale uderzały o brzeg, z hukiem rozpryskując się we wszystkie strony. Plaża była pusta, jedynie jakieś sto metrów na zachód na tle jasnego piasku czerniła się kłoda drewna przypominająca kształtem ludzką postać. Alicja poczuła w brzuchu ukłucie strachu, które jednak nie powstrzymało jej przed pójściem w kierunku wyrzuconego przez morze pnia. W miarę zbliżania się do przeszkody widziała coraz wyraźniej napuchnięte od wody ciało topielca, drżała, a pomimo to wewnętrzny nakaz nie pozwalał jej zawrócić. Dziewczyna mogła mieć dwadzieścia kilka lat. Leżała na plecach. Fale miotały rękami rozpostartymi jak do lotu. Strzępy czarnego, przesiąkniętego solą ubrania kołysały się na wodzie, dając złudzenie, że właścicielka tego oryginalnego stroju żyje. Wystarczyło jednak spojrzeć w oczy przysłonięte bielmem śmierci, aby zrozumieć, co przytrafiło się tej młodej kobiecie. Nie żyła od kilku albo kilkunastu dni. 

06 lipca 2015

Po drugiej stronie fr.1 - Intruz (Świerszcz w trawie)

                                                                        Wiki Arwena
Wszystko zaczęło się pewnej upalnej lipcowej nocy. Przyszło niespodziewanie jak wiadomość o niechcianej ciąży. Nie zapukało wcześniej. Po prostu wślizgnęło się  w życie Alicji, jakby otrzymało zaproszenie. Wniknęło w duszę, rozsiadło się wygodnie i zaczęło rozrastać niczym grzyb. Po wyczerpującym dniu w pracy Alicja wzięła jak co wieczór kąpiel z odrobiną soli kosmetycznej, wypiła kieliszek nalewki malinowej i położyła się do łóżka w nadziei, że szybko zaśnie. Przywykła do takiego trybu życia. Niczego nie oczekiwała. Nie chciała zmian. Ranek zwlecze ją z łóżka i przypnie do codziennego kieratu. 

Niebieska marynarka

Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...