07 stycznia 2016

Domek w lesie fr.21

                                                                           Wiki Arwena
To nie był człowiek, którego znała i kochała. W jednej chwili z sympatycznego, czułego mężczyzny przeobraził się w potwora gotowego zabić. Zamiast krwi w żyłach lodowata woda. Straciła wszystko, nawet złudzenia. Koszmar, pomyślała, nie mogąc zapanować nad drżeniem rąk. Bała się bardziej niż kiedykolwiek. Jakaś cząstka umysłu broniła się jeszcze przed świadomością, że stoi przed nią bezwzględny psychopata, który przez tak długi czas ją zwodził. Nie ma co, perfekcyjnie odegrał swoją rolę. Dała się oszukać.
Tymczasem Karol stał obok i przystawiając jej lufę do głowy, wycedził przez zęby:
- Dobra, suko, idziemy!
Pierwszy krok był najtrudniejszy. Oszołomiona, sztywna z przerażenia straciła kontrolę nad własnym ciałem. Dopiero, gdy poczuła zimny metal przy skroni, otrząsnęła się i powoli ruszyła we wskazanym kierunku. Las rozbrzmiewał kakofonią dźwięków. Zazwyczaj wsłuchiwała się w nie z przyjemnością, tym razem każdy odgłos niósł złowróżbną nutę. 

06 stycznia 2016

Domek w lesie fr.20

                                                                                Wiki Arwena
- Łoś... - westchnęła z ulgą Nika, a na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. - Ilekroć go spotykam, mam wrażenie, że doświadczam czegoś niesamowitego, jakby cała siła i spokój drzemiące w tym potężnym zwierzu przechodziły na mnie. 
Wyraźnie odprężona spojrzała na zegarek. Dziewiąta dwadzieścia. Pora ruszać, tylko dokąd. Słońce było już wysoko nad horyzontem. Delikatne promienie przenikały przez korony drzew, znacząc drogę plamami światła. Karol milczał. Nie mogła odgadnąć, o czym myśli, ale była pewna, że się denerwuje. Znała go dobrze. Stoicki spokój był tylko przykrywką dla głęboko skrywanych lęków i obaw. Zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Chodźmy z tego paskudnego miejsca - rzekł wreszcie. - Staszek wspominał, że gdzieś tu w okolicy jest cmentarz radzieckich żołnierzy. Pewnie jakiś głupek dla zabawy wygrzebał szkielet... 
- Kto robi takie rzeczy? Boże, przecież żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, w cywilizowanym kraju! - powiedziała, unosząc ręce w geście rozpaczy. - Karol, ciebie to nie przeraża? 
Pragnęła, aby ją przytulił, pocieszył. On tymczasem nawet nie uśmiechnął się, tylko spojrzał spod przymrużonych powiek. Znów poczuła niepokój, ale tym razem miał związek z Karolem. W jego oczach dostrzegła coś, co się jej nie spodobało, coś obcego, dzikiego, niedostępnego, jakby dwie złowrogie iskierki. Na ułamek sekundy szyderczy grymas zniekształcił twarz mężczyzny. 
- Kochanie? - zapytała niepewnym głosem.
- Chodźmy wreszcie! - powiedział szorstko i ruszył w prawe rozwidlenie drogi. - To już niedaleko...
Nie zawahał się, przecież gdzieś tutaj powinna być kolejna wskazówka Staszka, pomyślała Nika, bacznie lustrując otoczenie. Nic. Pusto. Przyjrzała się uważnie drodze, żadnych znaków. Zaraz... Są ślady! Obok zwierzęcych wyraźny odcisk ludzkiej stopy! Nie jeden, lecz kilka, trop biegnie od drzewa z kapliczką w prawą stronę. Obuwie sportowe z charakterystyczną waflową podeszwą marki Nike. 
- Mamy miłośnika ludzkich czaszek - powiedziała cicho. 
Jeszcze jedno spojrzenie, tym razem na ślady, które pozostawił w piasku Karol, były identyczne. Ale to przecież jeszcze o niczym nie świadczy, myślała gorączkowo, czując jednocześnie zimny dreszcz przeszywający ją od wewnątrz. Karol... Te ślady zostawił on, był tutaj wcześniej, okłamał ją, ale po co miałby to robić. Szukała jakiegoś wytłumaczenia, czegoś, co oczyściłoby męża z podejrzeń. To tylko ślady, każdy mógł je zostawić, każdy, kto ma takie same buty, taki sam rozmiar stopy... Boże, ale skąd Karol wiedział, że prawe rozwidlenie drogi jest właściwe? Zapomniał się, przestał kontrolować sytuację, coś wytrąciło go z roli troskliwego męża... To niemożliwe! Myli się, Karol nigdy nie zrobiłby czegoś tak potwornego, nie oszukałby jej. Dlaczego więc nie próbował wyjechać z tego cholernego bajora, przecież wystarczyło wcisnąć wsteczny, rzucić kilka gałęzi pod koła. Odpowiedź przyszła sama, bolesna, mrożąca krew w żyłach, ale tłumacząca wszystko. Wystarczyło spojrzeć przed siebie. Kilka metrów przed nią stał Karol. 
- Miałaś zginąć w nocy od kuli kłusowników, których więcej w tych lasach niż zwierząt, ale ty oczywiście zawsze wszystko musisz zepsuć! Ta twoja dziennikarska dociekliwość... - usłyszała suchy, pozbawiony emocji głos. - Na pewno zadajesz sobie pytanie "dlaczego"? No cóż, nie będę oryginalny, powodem jest kasa, majątek świętej pamięci babci Franciszki. Najpierw ona, teraz ty jako jedyna jej spadkobierczyni...
- Jak to? - wydusiła sparaliżowana przerażeniem Nika. - Jak to... najpierw ona?
- Normalnie, wzięła za dużą dawkę leków uspokajających! Nikt nie wnikał, czemu stara wyciągnęła kopyta. Pamiętasz, co powiedział lekarz, gdy przyjechaliśmy po trupa? "Pani babcia umarła we śnie, tylko każdemu życzyć takiej śmierci". - Chichocząc, zdjął z ramienia pokrowiec z bronią.
To nie była wiatrówka, lecz strzelba myśliwska, dwururka. Karol pewnym ruchem przeładował broń i wycelował w Nikę.
- Pora obejrzeć wymarzony domek, kochanie - powiedział szyderczo i znów zachichotał.

05 stycznia 2016

Domek w lesie fr.19

                                                                               Wiki  Arwena
- Wygląda na prawdziwą - rzekła zmienionym głosem Nika. - Karol, to ludzka czaszka! 
- Przecież widzę - odpowiedział cicho, wyciągając z kieszeni komórkę. - Nadal brak zasięgu...
- Wydaje mi się, że ktoś próbuje nas nastraszyć. Chyba nawet wiem kto. Jest tylko jedna osoba, która wiedziała o naszej wycieczce, Staszek, ten pieprzony harcerzyk! Najpierw strzałki, pułapka na drodze, teraz ta czaszka, a co potem? To jakiś psychol! Może siedzi w krzakach i nas obserwuje. Karol, wracajmy! - mówiła szybko, głośno i niewyraźnie, mocno przy tym gestykulując.
Jakby w odpowiedzi, usłyszeli oddalające się trzaski łamanych gałęzi. Jakieś ogromne zwierzę, najwidoczniej spłoszone hałasem, przedzierało się przez gąszcz leszczyny. Zdążyli dostrzec jedynie olbrzymi łeb i łopaciaste poroże.

04 stycznia 2016

Domek w lesie fr.18

                                                                        Wiki Arwena
Była już dziewiąta, gdy dotarli do kolejnego rozwidlenia dróg. Do pnia wielkiego dębu przytwierdzono drewnianą kapliczkę z wizerunkiem Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus. 
- Uwielbiam takie miejsca - powiedziała z entuzjazmem Nika. - A czy wiesz, że kapliczki wieszano na rozstajach, by odstraszyć diabły czyhające na podróżnych? Ta musi być bardzo stara...
Nie wiedzieć czemu umilkła, a Karol spostrzegł, że twarz żony w okamgnieniu stała się śmiertelnie blada. Coś musiało ją wystraszyć. Patrzyła w jeden punkt, nie mogąc powstrzymać drżenia podbródka. Powędrował wzrokiem w tym samym kierunku. Nika poczuła, jak oblewa ją zimny pot, a ręce zaczynają się trząść. Na grubym powrozie przywiązanym do gałęzi wisiała ludzka czaszka. 

03 stycznia 2016

Domek w lesie fr.17

                                                                            Wiki Arwena
Wkrótce jednak dziennikarska dociekliwość wzięła górę, a poza tym domek w lesie to wymarzone miejsce na letni wypoczynek, kto wie, może kiedyś zamieszkają tutaj na stałe. Ta puszcza przeraża, a jednocześnie fascynuje różnorodnością, której trudno się oprzeć. Nika spojrzała w górę, w gałęziach olbrzymich drzew zawodził wiatr. Na skrawku błękitnego nieba dostrzegła klucz dzikich gęsi. Leciały na południe z krzykiem. Nie czas na pożegnanie, przemknęło jej przez myśl, kiedy ptaki znikły. 
- Gotowa? - usłyszała. 
Karol z uwagą przyglądał się przednim kołom forda zakopanym w błocie. Myślał nad czymś intensywnie, aż w końcu rzekł:
- Dziwne. Spójrz sama... Cała droga ubita, zapewne przez samochody wywożące w zimie drewniane bale z wyrębu, a jedynie tutaj dwa głębokie koryta wypełnione błotnistą breją. Skąd tutaj się wzięły? Wygląda na to, że ktoś je wykopał i wypełnił. Pułapka? To niemożliwe! Gdybym wcześniej zahamował...
- Karol, nie podoba mi się to wszystko. Zawróćmy lepiej... - szepnęła głucho, rozglądając się niespokojnie po lesie.
- No coś ty, przejechaliśmy kawał drogi! Wracać pieszo? Nieee... Pójdziemy do chaty i Staszek pomoże landkiem! Taka bryka na pewno da radę! 

02 stycznia 2016

Domek w lesie fr.16

 Wiki Arwena
- To tylko mała ranka, właściwie zadrapanie - uspokajał Karol. - Musiałaś uderzyć się o boczny słupek podczas hamowania. Obawiam się, że to jeszcze nie koniec wrażeń. Utknęliśmy...
- Jak to? - zapytała lekko zdenerwowana. - Nawet nie spróbowałeś ruszyć!
- W ten sposób zakopiemy się jeszcze bardziej - dowodził. - Dalej pójdziemy pieszo, to przecież już niedaleko, dwa, trzy, najwyżej cztery kilometry. Później Staszek wyciągnie nas land roverem, póki co weź najpotrzebniejsze rzeczy, dokumenty, trochę picia... 
- W porządku... - powiedziała i zaczęła rozglądać się po aucie za plecakiem, potem ukradkiem wyciągnęła ze schowka bursztyn.
Na wszelki wypadek, pomyślała i wsunęła figurkę do kieszeni dżinsów. Nie była przesądna, ostatnie wydarzenia dały jej jednak do myślenia. Nie zaszkodzi ubezpieczyć się przed podobnymi incydentami. Duchy zmarłych powracają na ziemię nie bez przyczyny, najczęściej chcą nam o czymś przypomnieć albo ostrzec przed grożącym niebezpieczeństwem, lubiła mawiać babcia Franciszka. Nika pamiętała te wszystkie mrożące krew w żyłach opowieści o zmorach dręczących ludzi, z czasem zrozumiała, że były wytworem chorego umysłu staruszki, jednak jako dziecko wierzyła w ich autentyczność. Babcia Franciszka wróciła, stanęła na środku drogi, by ich zatrzymać. Może nie powinni iść dalej? Jeszcze nie jest za późno na powrót. Początkowa radość prysła jak bańka mydlana, a w jej miejsce pojawiły się wątpliwości i nieokreślony lęk.

01 stycznia 2016

Domek w lesie fr.15

                                                                             Wiki Arwena
Po babce ani śladu, znikła w mroku równie tajemniczo, jak się pojawiła. Karol szybko odzyskał równowagę psychiczną, ochłonął z szoku, a chwilę później był pewien swoich słów na sto procent, wprost dałby sobie rękę uciąć, że spotkana kobieta to tylko spacerująca po lesie mieszkanka jakiejś pobliskiej wioski. 
- Wyobraźnia płata figle - orzekł i wysiadł z samochodu.
Fakty przeczyły tej teorii. Nika wiedziała o tym dobrze, na mapie nie oznaczono żadnej osady, a poza tym, która osiemdziesięcioletnia, niemrawa staruszka włóczyłaby się o tak wczesnej porze po lesie, chyba tylko jakaś wariatka. Podejrzana sprawa, po co jednak zadręczać męża obawami? Na pewno nie zmieniłoby to ich obecnego położenia. Na drodze do celu wyrosła bowiem nowa przeszkoda, ford po gwałtownym hamowaniu zakopał się w grząskim podłożu. Jakkolwiek niesamowite było wtargnięcie na drogę kobiety podobnej do babci Franciszki, natychmiast trzeba wziąć się w garść i pomyśleć o ratunku. Brak zasięgu oznaczał jedno, muszą liczyć tylko na siebie, inaczej utkną na noc w środku puszczy. Wtedy właśnie na mapę skapnęła pierwsza kropla krwi. Nika wrzasnęła. 

Niebieska marynarka

Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...