Alicja czuła się świetnie. Od kiedy znalazła się w miasteczku, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mdłości ustąpiły prawie zupełnie, wróciły dawna energia i apetyt. Autobus wjechał własnie w zalesiony obszar wzgórza i zaczął podskakiwać na wybojach, gdy dziewczyna ze smakiem wpakowała do ust ostatni kęs kanapki przyszykowanej przez panią Jadwigę. Szosa, upstrzona licznymi pęknięciami i szczelinami, zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Rozklekotany pojazd z trudem pokonywał asfalt zorany korzeniami olbrzymich dębów, czasami tak zwalniał, że Alicja mogłaby przez uchylone okno zerwać liść z gałęzi zwisających tuż nad drogą.
30 września 2015
29 września 2015
Demon fr.2 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Dziadek Weroniki mieszkał z dala od miasteczka. Prawie pusty autobus wspinał się powoli na szczyt wzgórza wśród metalicznego rzężenia silnika. Alicja miała wrażenie, że pojazd zatrzyma się nagle w połowie drogi, a kierowca, przerażony kłębami dymu wydobywającego się spod maski gruchota, obwieści koniec podróży. Auto sunęło jednak uparcie dalej.
28 września 2015
Demon fr.1 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Wizyta w cukierni niewiele wniosła do sprawy. Weronika w dniu, w którym zaginęła, nie zachowywała się inaczej niż zwykle. Zawsze była skryta, nigdy nie zwierzała się koleżankom ani nie spotykała się z nikim po pracy. Po zmianie pędziła do matki, czasami robiła zakupy w pobliskich delikatesach i z wypchanym plecakiem wskakiwała do autobusu. Nikt nie miał najmniejszego pojęcia, dokąd tego feralnego wieczoru udała się Weronika ani z kim planowała się spotkać. Co gorsza, nikogo nie obchodziło, dlaczego dziewczyna od dwóch dni nie pojawia się w cukierni. Jedyną nadzieją był dziadek, do którego Weronika wybierała się tego wieczoru. Może on rzuci jakieś, nawet blade, światło na sprawę. Alicja czuła, że powinna spotkać się z tym człowiekiem, nawet jeśli wizyta nie wniesie nic nowego. Obraz, który dostała na urodziny, zaintrygował ją, a szczególnie jeden makabryczny jego detal.
27 września 2015
Ocalenie fr.6 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
A zapałki? Boże, będzie musiała iść po zapałki! Nie, już się pali! Staruch nie zagasił papierosa. Wystarczyła iskra... Już po nim, nie skrzywdzi nikogo, żadnej dziewczyny. Spłonie, a wraz z nim plony jego chorego umysłu. Trzeba uciekać! Jak najszybciej wydostać się na świeże powietrze. Czemu stoisz, wariatko, pytała w myślach samą siebie. Patrzenie na ogień sprawiało jej jakąś niewysłowioną satysfakcję. Napawała się tym widokiem. Dym szybko wypełniał pomieszczenie, zachłannie pożerając każdy jego skrawek. Trujące opary wgryzały się w gardło jak wygłodniałe hieny, dławiły, pozbawiały oddechu. Weronika z trudem wspięła się po schodach. Ciepło dnia przyjęło ją z otwartymi ramionami, upadła na trawę przed chałupą. Ziemia pachniała leśną ściółką, liśćmi i korzeniami.
26 września 2015
Ocalenie fr.5 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Rozejrzała się po wnętrzu piwnicy, szukając czegoś solidnego do obrony. W kącie nie brakowało żelastwa. Chwyciła oburącz zardzewiałą rurę i na chwiejących się nogach stanęła nad otworem, z którego wydobywały się kłęby dymu papierosowego. Stary kopcił niczym lokomotywa. Weronika często widziała, jak łapczywie odpalał jednego papierosa od drugiego. Parszywy nałóg, mawiał, miętosząc z żółtych paluchach zapałki. Nigdy nie używał zapalniczki ani papierosów z filtrem. Odwracała się ze wstrętem, zwłaszcza wtedy, gdy szczerzył poczerniałe od tytoniu zęby. Śmierdział wódą i papierosami na odległość. Powinna uciec jak najdalej od tej cuchnącej śmiercią chałupy i pomylonego starucha, ale jakiś wewnętrzny głos zatrzymał ją, nakazał pozbyć się psychopatycznego gada raz na zawsze. Nie ma na tym świecie miejsca dla takich jak on, szeptał, gdy tęsknie spojrzała na betonowe schody prowadzące do góry. Uniosła rurę nad głowę i odezwała się drżącym ze strachu głosem:
- Dziaduniu...
Odpowiedziała cisza. Wkrótce jednak ujrzała wychylający się z otworu słomkowy kapelusz. Staruch niczego się nie spodziewa, przemknęło jej przez myśl, gdy opuszczała rurę. Uderzyła z całej siły. Usłyszała jęk, a potem zobaczyła, jak ciało mężczyzny osuwa się i głucho uderza o ziemię. Nie miała odwagi zejść do ziemianki. Zatrzasnęła drzwiczki i ruszyła w górę po betonowych schodach. Spokojnie, trafiłaś w łeb, stracił przytomność, ale pewnie wkrótce się ocknie, masz chwilkę, by zastanowić się, co dalej, musisz pozbyć się go raz na zawsze, myślała gorączkowo. Nienawiść wzięła górę nad lękiem. Świadomość, że teraz ona kontroluje sytuację, dodała jej sił.
- Benzyna... - szepnęła, przypominając sobie, że staruch trzymał w garażu kanistry z paliwem. - Upiekę skurwiela! Upiekę!
Nie sposób biec. Nogi ciężkie, z ołowiu, jakby nie jej. Nie chcą słuchać. Brakuje tchu. Wszystkie mięśnie bolą. Ciemny korytarz, dalej światło. W ganku chwyta koszulę wiszącą na haku, zakłada w pośpiechu, zapina guziki. Tak lepiej. Oślepia ją słońce, na chwilę traci orientację, zatrzymuje się, nie wiedząc, dokąd iść. Wkrótce jednak rusza we właściwym kierunku. Garaż na szczęście otwarty. Zdejmuje kłódkę. Wystarczy jeden kanister z odrobiną śmiercionośnego płynu, by spopielić raz na zawsze wcielone zło. Już biegnie z powrotem, potyka się, ale nie upada. Jakaś potężna siła gna ją do przodu. Ganek, ciemny korytarz, schody, piwnica, drzwiczki do ziemianki, smród rozlewanej benzyny.
- Benzyna... - szepnęła, przypominając sobie, że staruch trzymał w garażu kanistry z paliwem. - Upiekę skurwiela! Upiekę!
Nie sposób biec. Nogi ciężkie, z ołowiu, jakby nie jej. Nie chcą słuchać. Brakuje tchu. Wszystkie mięśnie bolą. Ciemny korytarz, dalej światło. W ganku chwyta koszulę wiszącą na haku, zakłada w pośpiechu, zapina guziki. Tak lepiej. Oślepia ją słońce, na chwilę traci orientację, zatrzymuje się, nie wiedząc, dokąd iść. Wkrótce jednak rusza we właściwym kierunku. Garaż na szczęście otwarty. Zdejmuje kłódkę. Wystarczy jeden kanister z odrobiną śmiercionośnego płynu, by spopielić raz na zawsze wcielone zło. Już biegnie z powrotem, potyka się, ale nie upada. Jakaś potężna siła gna ją do przodu. Ganek, ciemny korytarz, schody, piwnica, drzwiczki do ziemianki, smród rozlewanej benzyny.
25 września 2015
Ocalenie fr.4 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Uda mi się, pomyślała, zaciskając pięści. Naprężyła mięśnie, taśma zatrzeszczała, ale nie pękła ani nie rozciągnęła się na tyle, by Weronika mogła uwolnić ręce. Na dole ucichło, staruch najwidoczniej przestał kopać i zrobił sobie przerwę na papierosa. Zapach dymu dotarł do nozdrzy dziewczyny. A więc miała jeszcze odrobinę czasu, by powalczyć z więzami. Brakowało tylko sił. Zebrała się jednak w sobie i ponownie naprężyła mięśnie. Ból przeszył jej ciało tak nagle i tak mocno, że musiała przygryźć wargi, by nie krzyknąć. Natychmiast poczuła w ustach miedziany smak krwi. Zadrżała i mało nie zemdlała.
- Próbuj... - szepnęła.
To nie może się tak skończyć. Już widziała nagłówki w lokalnej prasie: Dziadek morduje wnuczkę i zakopuje jej zwłoki w ziemiance. Dwudziestosześcioletnia dziewczyna po wyjściu z pracy ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Weronika K. zaginęła! Nie, to tylko gra wyobraźni. Nikt nie pozna prawdy. Stary będzie mordował dalej, a jej ciało zeżrą robaki. To nie może się tak skończyć, powtórzyła w myślach. Znów naprężyła mięśnie i zaczęła poruszać nadgarstkami. Ból był nieznośny, ale nie przestawała. Jeszcze raz i... udało się. Ręce wolne! Nie czas na radość, pomyślała, czując, jak serce przyspiesza. Dobrze to rozegraj, wariatko, dodała, z trudem pozbywając się więzów z nóg. Musiała działać szybko, ale rozważnie. Była za słaba na bezpośrednią walkę. Staruch miał nad nią przewagę.
- Próbuj... - szepnęła.
To nie może się tak skończyć. Już widziała nagłówki w lokalnej prasie: Dziadek morduje wnuczkę i zakopuje jej zwłoki w ziemiance. Dwudziestosześcioletnia dziewczyna po wyjściu z pracy ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Weronika K. zaginęła! Nie, to tylko gra wyobraźni. Nikt nie pozna prawdy. Stary będzie mordował dalej, a jej ciało zeżrą robaki. To nie może się tak skończyć, powtórzyła w myślach. Znów naprężyła mięśnie i zaczęła poruszać nadgarstkami. Ból był nieznośny, ale nie przestawała. Jeszcze raz i... udało się. Ręce wolne! Nie czas na radość, pomyślała, czując, jak serce przyspiesza. Dobrze to rozegraj, wariatko, dodała, z trudem pozbywając się więzów z nóg. Musiała działać szybko, ale rozważnie. Była za słaba na bezpośrednią walkę. Staruch miał nad nią przewagę.
24 września 2015
Ocalenie fr.3 (Świerszcz w trawie)
Wiki Arwena
Weronika nagle zdała sobie sprawę z tego, że jeśli nie uwolni rąk w ciągu najbliższych minut, nie będą jej już nigdy do niczego potrzebne. Stary oddzieli ręce i nogi od korpusu, resztę ciała poćwiartuje, wszystko wrzuci do worka i zakopie w ziemiance, maskując sprytnie wejście do tajemnego schowka. Wyobraźnia nachalnie podsuwała ten makabryczny obraz. Nie on jednak przerażał dziewczynę najbardziej. Bolała świadomość, że nikt nigdy jej nie odnajdzie. Matka będzie żyła w ciągłym napięciu, mając nadzieję, że córka wróci. Alicja z czasem zapomni, że kiedykolwiek się znały, usunie z komputera adres mailowy, wrzuci do kosza kartkę z numerem telefonu. Będzie tak, jakby nigdy nie zamieniły ze sobą słowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Niebieska marynarka
Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...
-
Wiki Arwena Syrena zbliżającej się karetki pogotowia zagłuszyła ostatnie słowa. Mężczyzna nerwowo wyjrzał na zewnątrz, po czym szybko r...
-
Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...