16 marca 2016

Córki fr.4 (Świerszcz w trawie)

Całkiem zdominowana przez męża stała się obiektem współczucia, ale i też podziwu. Godnie znosiła wszelkie upokorzenia, których nie szczędził jej Zawada. Miał wielu wrogów, ci najwięksi nienawidzili go między innymi za grubiaństwo i okrucieństwo wobec podwładnych. Chodziły słuchy o jego licznych romansach z pracownicami, które pozbawione jakichkolwiek perspektyw znalezienia innej pracy, w obawie przed utratą posady czy to w urzędzie gminy czy w domu kultury, wikłały się w romans z apodyktycznym szefem. Częste, suto zakrapiane imprezy z ich udziałem kończyły się grubo po północy. Franciszek wracał z tych popijaw wściekły. To wtedy znęcał się nad żoną, ona zaś pokornie przyjmowała razy, nikomu o nich nie mówiąc. 
- Nie skarżyłam się nikomu. Na nic by się to zdało... - szepnęła. - Franciszek miał wszędzie znajomości, w gminie, policji, sądzie... Prędzej by mnie zabił, niż dał rozwód.

15 marca 2016

Córki fr.3 (Świerszcz w trawie)

Inspektor Wierzbicka czekała cierpliwie. Mimo że trawiła ją ciekawość, nie chciała ponaglać staruszki. Usłyszana przez telefon wiadomość mocno nią wstrząsnęła. Dyrektorowa poprosiła o pomoc w poszukiwaniu córek. W mieście różnie mówiono o Zawadzie, ale nikt nigdy nie wyrzekł złego słowa na jego żonę. Uchodziła za nieskazitelną. Każdy, kto widział dyrektorową wracającą do domu z koszykiem wypełnionym zakupami, kłaniał się jej z szacunkiem. Pracowała ciężko, a przy tym nosiła się skromnie.

14 marca 2016

Córki fr.2 (Świerszcz w trawie)

Przez twarz Stefy przemknął ledwie zauważalny grymas. Umiała skrywać uczucia. Milczała, szukając odpowiednich słów. Prawda skrywana latami za chwilę miała ujrzeć światło dzienne. Może nie powinna wracać do przeszłości? Po co rozdrapywać dawno zabliźnione rany? Czyż nie dość się nacierpiała? Krzysztof był przecież oddany rodzinie. Ten jeden raz... Zwykła, ludzka słabość sprawiła, że ten jeden raz zaistniał. Jak zareaguje Grażynka na wieść o zdradzie ojca? Zdradzie? Nie, to nie była zdrada. Przeznaczenie... Ten jeden raz był ich przeznaczeniem!
Z zewnątrz dobiegały wesołe pokrzykiwania dzieciaków. Gdzieś w oddali szczekał pies. Na dworze jeszcze jasno. Zazwyczaj o tej porze wracał do domu Franciszek. Zjadał schabowego, wypijał setkę wódki, kładł się na sofie i do późna drzemał przed włączonym telewizorem. Charczał tak głośno, że Stefa słyszała go mimo szczelnie zamkniętych drzwi do sypialni.
- Grażynko, muszę ci coś wyznać - rzekła wreszcie. - Chodzi o twojego ojca...

13 marca 2016

Córki fr.1 (Świerszcz w trawie)

Siedziały w mieszkaniu Stefy, w tym samym salonie, w którym ojciec grywał kiedyś swoje etiudy. Pokój nie był już tak okazały, jak wydawał się Grażynie przed laty. Bywała przecież tutaj tak często. Pamięta wielką, kryształową cukiernicę stojącą na ławie, w której zawsze odnajdywała słodkości. Stary zegar w południe wygrywał kuranty. Był to moment na sok jabłkowy i szarlotkę. Przybiegała z ogrodu zgrzana, z rumieńcami na twarzy, siadała ojcu na kolana i jadła ze smakiem. W powietrzu unosił się aromat kawy i cynamonu. Bezlitosny upływ czasu naznaczył jednak i to miejsce. Zapach kurzu mieszał się teraz ze smrodem stęchlizny i kulek na mole. Inspektor Wierzbicka ze smutkiem rozglądała się po wnętrzu, szukając śladów dawnej świetności. Zawadowie uchodzili przecież za najzamożniejszych w miasteczku. Ich majątek był obiektem zazdrości i plotek. Nieoficjalnie mówiło się o machlojkach dyrektora, defraudacji miejskich pieniędzy, za które podobno kupił wspaniałą willę w centrum i nowiutką, czarną wołgę. Nigdy nie postawiono mu jednak żadnych zarzutów.
Ostatnie promienie zachodzącego słońca prześlizgiwały się po meblach, podłodze i stojącym przy ścianie fortepianie.
- Nie miałam serca go sprzedać - szepnęła Stefa, zerkając z czułością na zakurzony instrument. - Dla twojego ojca był cenniejszy niż życie. Przychodził tutaj jedynie dla niego...
- Pamiętam, jak lubił na nim grać - powiedziała z uśmiechem Grażyna.

09 marca 2016

"Wirtualny szczur" fr.3 - Ranek

Wreszcie koniec roboty. Zmęczenie zwalało z nóg, kręgosłup łupał jak diabli. Najlepsze byłoby łóżko, materac, miękka poduszka i pachnąca krochmalem pościel. Nie, nie pójdzie jeszcze spać, szkoda dnia. Obiecał sobie, że poserfuje trochę w sieci i przypomni niektórym wielkim poetom, gdzie ich miejsce. Wiadomo gdzie, w pudle na śmieci. Dla niego oczywiste, dla zakutych łbów czarna magia. Ciągle musiał im o tym przypominać. 
Po powrocie do domu od razu skierował kroki do łazienki. Szybki prysznic i pięćdziesiątka wódki powinny postawić go na nogi. Polał ciało zimną wodą, namydlił się i odkręcił kurek z ciepłą, chcąc spłukać z siebie pianę. Zamiast strumienia wody ze słuchawki pociekło kilka kropel. 
- Co u diabła!? - powiedział, kręcąc nerwowo kurkiem. 
Czyżby znowu awaria wodociągu? Nie widział nigdzie ogłoszeń, zazwyczaj wiszą. Ktoś z administracji zakpił pewnie sprawę. Nie brakuje przecież bęcwałów, pomyślał, przypominając sobie młodego montera i przecięty kabel od antenki. Koniecznie musi zadzwonić gdzie trzeba i opieprzyć kogo trzeba. Zupełnie nie liczą się z człowiekiem. 
- Robią, co im się podoba, burżuje pierdolone! - rzucił wściekle, sięgając po ręcznik.

05 marca 2016

"Wirtualny szczur" fr.2 - Basia

Zaczynasz się zastanawiać, co? Zniszczona antenka, przecięty przewód. Na razie tylko lekki niepokój, jeszcze nie lęk. Powiedziałbym raczej: delikatne zdenerwowanie. Lubisz się znęcać, tak? Patrzeć na ludzkie cierpienie? Zafunduję ci takie piekło, jakiego nawet nie potrafisz sobie wyobrazić w przeżartym zawiścią czerepie. Powoli, wszystko w swoim czasie. Doczekasz się. Nie było łatwo namierzyć szczura w rozbudowanej sieci kanałów. Umiesz zacierać ślady, kryć się w rynsztoku i wypełzać tam, gdzie cię nie wyglądają. Rozsiewasz intensywny smród zgnilizny. Udało mi się. Teraz, gdy znalazłem twoje gniazdo, nie popuszczę. Zniszczę cię, powoli, taktycznie, tak, jak ty zniszczyłeś moje dziecko. Umrzesz w męczarniach. Nie dałeś szansy Basi, nie popuściłeś, publicznie oczerniając jej teksty, gnojąc wszystko, depcząc wrażliwą, delikatną duszę. A przecież dopiero zaczynała, próbowała swoich sił. Niestety, trafiła na ciebie, szczurze. Teraz odpokutujesz.
Powinienem odpocząć. Trzy dni bez snu. Od dwóch tygodni na prochach. Ciągle ją widzę. Miała kasztanowe oczy, to po matce. Kobiety mojego życia. Tęsknię za nimi, aż boli. Wyobrażasz to sobie? Nie, ty nie masz uczuć, szczurze! Prowadzi cię chory instynkt niszczenia!
- Panie Antoni!
Skąd ten głos?
- Panie Antoni! Stało się co? Auto wysiadło?
- A to pan! Z autem w porządku. Przystanąłem tak dla złapania powietrza! Okolica ładna... Może by człowiek po tym wszystkim jakiś domek wyszukał, kupił, przeprowadził się!
- Dobry pomysł! Kuzynka moja tutaj mieszka, chwali sobie, tylko że... No wie pan, wszędzie znajdzie się ktoś, kto jak wrzód na dupie. O widzi pan, ten tu... podobno niezły kutwa! Zalazł już niejednemu za skórę! Nic, tylko pozbyć się takiego!
Spokojnie, już niedługo. Odszczurzanie zaczęte. Deratyzacja w toku.
- Na pewno dobrze się pan czuje?
- Tak. Niech pan jedzie! Ja się tu jeszcze rozejrzę.
Słońce powoli ześlizguje się za las, niebo coraz czerwieńsze. Szczury wypełzają z rur po zmroku. Zaczekam, ile będzie trzeba. Godzinę, dwie... Masz drugą zmianę. W końcu wyleziesz z domu, a wtedy do akcji wkroczę ja. Basia nazwałaby mnie Nocnym Mścicielem. Lubiła takie określenia rodem z kreskówek o bohaterach. 

04 marca 2016

"Wirtualny szczur" fr.1 - Rysiek

- Chyba masz pan szczury na strychu - rzucił monter, gramoląc się przez wąski właz w suficie. - Skurkowane przegryzły kabel od antenki! Tak mi się przynajmniej wydaje... Wydzwaniasz pan do szefa, pieklisz się, a usterka nie z naszej strony.
- Nie pieprz, młody - odgryzł się Rysiek. - Zrobione? To bierz pieniądze i wypierdalaj do tego swojego zawszonego kurnika! Płacę wam co miesiąc ciężkie pieniądze, żeby działało jak trzeba!
- Nerwowy pan jesteś. - Młody otrzepał kombinezon z kurzu, otarł mokre od potu czoło i sięgnął po skrzynkę z narzędziami. - Sprawdzę jeszcze, czy jest połączenie i zaraz się wynoszę! Radzę truciznę rozłożyć na te szczury. Skurkowane mnożą się szybciej niż króliki. A to masz pan na pamiątkę... Wymieniłem na nowy!
Rysiek przyjrzał się uważnie kablowi, potem z grymasem wściekłości na twarzy podstawił go monterowi pod sam nos.
- Młody, nie rób ze mnie głupiego! Na pierwszy rzut oka widać, że nie zrobiły tego szczury! Przewód ciachnięty równiutko jakby nożycami. Przeciąłeś, a teraz chcesz zainkasować kasę. Naciągacze pierdolone! Powiedz temu swojemu nieopierzonemu kogutowi, że nie zapłacę za naprawę czegoś, co sami spieprzyliście!
- Co pan gadasz? - odparł mężczyzna w kombinezonie z wyraźną irytacją. - Nie wiem, co jest grane, ale nie podoba mi się to! Sam żeś pan przeciął ten kabel, a teraz zganiasz na mnie. Idź się leczyć, stary pierniku! A internet odłączymy, jak tak sprawa się przedstawia!
- Do sądu pójdę! - odgrażał się Rychu. - Wreszcie zamkną ten wasz kurnik na dobre!
- Nie przeginaj pan. - Monter wykonał znaczący gest w stylu "puknij się w łeb". - Drugi raz w tygodniu dzwonisz pan po ekipę. Za pierwszym razem antenka uszkodzona, teraz przewód, a jutro? Wszyscy na osiedlu wiedzą, co z pana za ptaszek!
- Wyperdalaj mi z domu! - Ryśkowi całkowicie puściły hamulce. - I żebym was tutaj więcej nie widział!
- Wariat! - Młody mężczyzna szybko zebrał sprzęt i wychodząc, z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi wejściowe.
- Fachowce od siedmiu boleści! - warknął Rysiek już sam do siebie i wcisnął włącznik laptopa.
Zanim go odłączą, zdąży jeszcze sprawdzić, co słychać na ulubionych stronach. Ostatnio trochę namieszał. Śmiechu było co niemiara. Miotają się jak szczury w klatce, nie wiedząc, skąd nadejdzie atak. I dobrze! Niech się dowiedzą, że z Rychem lepiej nie pogrywać. Anonimowość daje mu przewagę. Prędzej gówno zjedzą, niż go wykurzą w forum. A jeśli nawet, to i tak wejdzie od zaplecza. Wykończy ich, to pewne jak dwa razy dwa jest cztery. Musi tylko ten internet jak trzeba załatwić. A swoją drogę podejrzana sprawa z tymi ciągłymi usterkami. 

Niebieska marynarka

Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...