Teraz leżał na pryczy zbitej z desek i wspominał tamte czasy. Matka umarła nagle we śnie, a on trafił do jednego z tych strasznych miejsc. Właściwie to niewiele pamięta z sierocińca, jakieś niezborne obrazy pełne strachu, wewnętrznej pustki, z której stopniowo zaczęły wyłaniać się głosy. Początkowo były to szepty, potem wściekłe okrzyki, sprawiające ból, zmuszające do działania. Mordował. Nasycone cichły, by za jakiś czas domagać się kolejnej ofiary. Nauczył się je kontrolować, a nawet więcej, uczynił z nich sprzymierzeńców, niezastąpionych przyjaciół gotowych wspierać go w trudnej sztuce tworzenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Niebieska marynarka
Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...

-
Ciało siedziało tam nadal. Wciśnięte między dwie tłustawe matrony ociekające głupawym zachwytem, mdłym oddaniem pustej idei, wyglądało j...
-
Ania, siedząc na pniu powalonej przez wichurę gruszy, plotła wianek z bławatków i jaskrów. O tej porze roku na okolicznych łąkach rosło m...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz