Drogi przyjacielu, jeśli
coś jest dla mnie ważne, staram się to chronić i czasem, na pewno zdążyłeś się
już o tym przekonać, zatracam granicę - zamiast chronić, zniewalam. Wybacz, że
bywam jak dziecko - zachłanna i krnąbrna.
Dziś spotkałam anioła.
Sam wiesz, jak trudno rozpoznać je w tłumie i oswoić. Ten nie miał żadnych
znaków szczególnych, charakterystycznej aureoli ani skrzydeł, ani też
uduchowionego wyrazu twarzy, a mimo to od razu wiedziałam, z kim mam do
czynienia. Siedział na werandzie, nic nie mówił, tylko ze smakiem wyjadał z
miski agrest. Wydawał mi się zbyt ludzki, zbyt słaby, abym mogła mu
kiedykolwiek zaufać, więc tylko pogłaskałam go po płowej czuprynie, ale tak,
jak głaszcze się porzuconego kociaka, ostrożnie, w obawie, że podrapie, a potem
odeszłam usprawiedliwiona, bo nie sposób przecież przygarnąć wszystkich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz