Drogi przyjacielu, deszcz
w Sarniej Dolinie to dobrodziejstwo. Od samego rana z prawdziwą pasją bębni w dach
werandy, żadnych fałszywych nut, przerw czy oznak zmęczenia. Istne szaleństwo!
Chłonę te dźwięki całą sobą, wszystkimi porami skóry, i czuję, że powoli się
odradzam niczym legendarny Feniks z popiołów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz